fot. Szpital Wojewódzki Koszalin

Ile godzin trzeba czekać na koszalińskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym? I gdzie szukać pomocy, kiedy ból nie pozwala na normalne funkcjonowanie? Z takim pytaniem zwróciła się do nas nasza Słuchaczka pani Anna.

Pod koniec kwietnia pojawił się u niej duży, bolący czyrak. Z problemem postanowiła poradzić sobie szukając pomocy w prywatnych przychodniach chirurgicznych. Jednak, gdy przepisany antybiotyk nie pomógł, a ból stał się nie do zniesienia, w przychodni poradzono jej, by udała się na SOR koszalińskiego szpitala.

- Przyjęto mnie, wypytano, wydano opaskę. Dowiedziałam się, że „posiedzę” pięć godzin - relacjonuje pani Anna. Po siedmiu bezowocnych godzinach oczekiwania interweniować postanowił jej mąż. Od lekarza usłyszał, że żona nie będzie przyjęta ani za godzinę, ani za dwie, może nastąpi to w nocy, a może następnego dnia. - Mam też kilka innych chorób, w tym płuc i potrzebuję inhalacji. Więc wróciliśmy do domu - opowiada nasza Słuchaczka.

Ostatecznie, ze skierowaniem od lekarza rodzinnego, znów została skierowana … na SOR i dopiero po kolejnej interwencji przeszła 15-minutowy zabieg. - Przydałoby się trochę empatii - podsumowuje pani Anna.

- Rozumiem i szanuję to, że w ocenie pacjenta jego przypadek jest najważniejszy. Jednak SOR jest specyficznym oddziałem, który musi dokonywać oceny „wagi sytuacji” - odpowiada rzecznik prasowa Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie Marzena Sutryk.

Zapraszamy do wysłuchania materiału Katarzyny Chybowskiej.

Posłuchaj

materiał Katarzyny Chybowskiej