fot.
PAP/Art Service

Dwie kobiety i mężczyzna prawdopodobnie nie żyją. Ich ciała mogą znajdować się w domu 24-letniego sprawcy sobotniej strzelaniny w Krakowie. Jak poinformował premier Donald Tusk, wynika to z obrazu z drona. Szef rządu zapowiedział również, że niedziela i poniedziałek, 8 i 9 listopada, będą w Polsce dniami żałoby narodowej.

Premier przekazał te informacje podczas wieczornego briefingu w Krakowie, po spotkaniu z ministrami i przedstawicielami służb.

- Prawdopodobnie w domu zamachowca są nieżywi ludzie. Będziemy to potwierdzać. Tak wynika z obrazu z drona - powiedział Donald Tusk. Po chwili doprecyzował, że chodzi o dwie kobiety i mężczyznę, najprawdopodobniej najbliższych członków rodziny sprawcy. Zaznaczył, że gdy tylko pojawią się kolejne informacje, zostaną one przekazane opinii publicznej.

Szef rządu zapewnił również, że policja, służby specjalne i prokuratura zrobią wszystko, aby jak najszybciej wyjaśnić motywy działania 24-latka i poinformować o nich opinię publiczną.

- Będziemy ze szczególną troską myśleli o rodzinach tych, którzy stracili życie, a także o rodzinach rannych policjantów - podkreślił premier.

Donald Tusk poinformował także, że otrzymał sygnał od prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie ogłoszenia żałoby narodowej. Niedziela i poniedziałek, 8 i 9 listopada, będą dniami żałoby w całym kraju. Kancelaria Premiera ma uzgodnić jej szczegółową formę.

Do strzelaniny doszło w sobotę, tuż po godzinie 15, na Rynku Głównym w Krakowie. Zamaskowany 24-letni mężczyzna wjechał samochodem w centrum miasta i otworzył ogień do przypadkowych osób. Według najnowszych informacji sześć osób zginęło, a 16 zostało rannych, w tym policjanci. Napastnik został postrzelony przez funkcjonariuszy i zatrzymany.

Wcześniej szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że policjanci oddali pierwsze strzały w kierunku napastnika trzy minuty po zgłoszeniu. W podobnym czasie na miejscu pojawiły się straż pożarna i pogotowie ratunkowe. Minister podkreślił, że szybka reakcja służb zapobiegła jeszcze większej tragedii.

PAP/aś

LOGO PAP