Fot. PAP/Leszek Szymański

Waldemar Żurek podkreśla, że zachowanie pijanego sędziego Sądu Najwyższego na dworcu w Słupsku jest niedopuszczalne i może świadczyć o problemach z procedurą nominacji sędziowskich.

W zeszłym tygodniu policjanci interweniowali po zgłoszeniu o pasażerze, który miał problemy z utrzymaniem równowagi w pociągu. Na miejscu zastali mężczyznę z obrażeniami twarzy. Jak ustaliło dziś (16.10) Polskie Radio Koszalin, był to sędzia Sądu Najwyższego Andrzej Michałowicz.

Minister sprawiedliwości zaznaczył, że sprawa na razie opiera się na doniesieniach medialnych, ale wymaga wyjaśnienia. Podkreślił przy tym, że mężczyzna jest tak zwanym neosędzią.

- Zwracaliśmy wielokrotnie uwagę na to, że tak zwana neo-KRS wybierała także do Sądu Najwyższego, naszym zdaniem z naruszeniem prawa, osoby, które nie spełniają wymogów nieskazitelności charakteru. Te decyzje moim zdaniem były nieważne i za tych neosędziów, za każde ich wejście na salę rozpraw, musimy płacić odszkodowania. Dzisiaj musimy tę sprawę wyjaśnić. To jest niedopuszczalne zachowanie. To wskazuje, jak bardzo kulał proces nominacji - mówił minister sprawiedliwości.

Policja nie potwierdza tożsamości mężczyzny. Według ustaleń Polskiego Radia Koszalin miał on 4,3 promila alkoholu we krwi. Po udzieleniu mu pomocy i przekazaniu ratownikom medycznym funkcjonariusze nie prowadzili już dalszych czynności w tej sprawie. Mężczyzna trafił do szpitala.

Andrzej Michałowicz jest sędzią Sądu Najwyższego od lipca tego roku. Wcześniej pełnił funkcję prezesa Sądu Okręgowego w Słupsku. W rozmowie telefonicznej z Polskim Radiem Koszalin odmówił komentarza.

IAR

Posłuchaj

Waldemar Żurek - minister sprawiedliwości