Fani Olivii Rodrigo prawie 3 lata musieli czekać na jej nowy album. Tyle minęło od krążka “Guts”, który zebrał świetne recenzje. Wydawało się, że trudno będzie jej dorównać temu poziomowi, ale młoda gwiazda pokazuje, że wszystko się da. Jej światowa sława zaczęła się w 2021 roku, gdy jako nastolatka wydała kultowy album "Sour" z przebojami "driver's license" i "good 4 u". Wtedy - pomimo ogromnego sukcesu - pojawiało się wiele głosów, że jej utwory są dziecinne i to tak naprawdę teen pop. 5 lat później Olivia Rodrigo pokazała nam, jak bardzo dojrzała jako artystka.

Wszystko zaczęło się od tajemniczej ściany w Los Angeles, która pierwotnie została pomalowana na fioletowy kolor, jednoznacznie utożsamiany z dotychczasowymi dziełami wokalistki. Z każdym dniem mural był przemalowywany i zyskiwał jaśniejszą barwę, by finalnie osiąść na różowym projekcie. Odpowiedź była jednoznaczna – to właśnie takim motywem zostanie okraszona nowa płyta piosenkarki. Czy rzeczywiście tym razem poszła w łagodniejsze tony muzyczne? Już teraz możemy się o tym oficjalnie przekonać!

Olivia Rodrigo od samego początku pilnie strzegła tajemnicy związanej z nazwami nowych utworów i dość oszczędnie wypowiadała się na temat nadchodzącego repertuaru. Jedną z nielicznych rozmów stał się wywiad dla Cosmopolitan, w którym ujawniła, że podczas ery “Guts” odczuwała ogromną presję zadowolenia ludzi. Udało jej się wyrwać z tego stanu i postanowiła, że jej najnowsze dzieło będzie po prostu wynikiem dobrej zabawy. W rozmowie z Audacy Check In bardziej zagłębiła się w klimat repertuaru i potwierdziła, że piosenki powstawały, gdy była naprawdę zakochana. Zauważyła, że kawałki naładowane szczęściem są czasami trudniejsze do napisania niż przelanie na papier wyznań podkręconych złamanym sercem. “To było dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie – napisać piosenkę o miłości, a jednocześnie opowiedzieć o niektórych bardziej negatywnych uczuciach, które towarzyszą związkom romantycznym, takich jak zazdrość czy tęsknota za partnerem, gdy jest daleko” – wytłumaczyła autorka. Mocniej zagłębiła się w ten temat podczas rozmowy z Popcast, gdy bezpośrednio zapytano ją o proces twórczy. Zastanawiano się, czy Olivia pisała o wydarzeniach “w czasie rzeczywistym” czy może teksty powstawały, gdy emocje już trochę ostygły. Piosenkarka potwierdziła, że wszystko powstawało chronologicznie i było zgodne z tym, co przeżywała w danym momencie. Nigdy jednak nie miała zamiaru tworzenia albumu koncepcyjnego, z odgórnie przyjętą narracją, więc wszystko stało się naturalnym procesem nakręconym falami kreatywności. Przyznała, że każdego dnia siadała do instrumentu i zadawała sobie elementarne pytanie: “co w tym momencie się we mnie gotuje?”, by dać upust emocjom. Zaznaczyła, że ten proces nie był motywowany żadnymi odgórnymi kalkulacjami, a wszystko wyszło prosto z serca.