Około 15-osobowa grupa mieszkańców naszego regionu twierdzi, że została oszukana przez koszalińską firmę zajmującą się budową ekologicznych, prefabrykowanych domów „pod klucz”. Spółka miała pobierać pieniądze, wykonać część inwestycji, a później kontakt z nią się urywał. Straty poniesione przez inwestorów mają sięgać od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Do zdarzeń miało dochodzić od 2022 do 2025 roku. Sprawą zajęły się policja i prokuratura.
- Firma zobowiązała się, że w ciągu czterech miesięcy wykona mój dom. Otrzymała sto procent wynagrodzenia, ale nie wywiązała się z umowy. Dom wprawdzie stoi, ale wiele prac zostało wykonanych wadliwie. Zrobiliśmy inwentaryzację budynku. Konstrukcja dachu jest zła, podobnie jak w przypadku elewacji. Do budynku lała się woda. Wszystko mam udokumentowane na zdjęciach i filmach - powiedział pan Łukasz z Koszalina, którego dom stoi w podkoszalińskich Niekłonicach.
Inna jest historia pani Agnieszki z Reska, której dom miał stanąć w Radowie Małym w powiecie łobeskim: - Podpisaliśmy umowę na budowę domu. Daliśmy zadatek. Nic nie wskazywało, że coś będzie źle. W międzyczasie wydało się, że spółka ma kłopoty. Inni ludzie na forach pisali, że źle dzieje się z ich budowami. Dlatego chciałam zwrotu pieniędzy. W umowie zawarty był punkt, że możemy ją zerwać. Nie było odzewu ze strony firmy. Na szczęście budowa nie ruszyła, bo nie mieliśmy jeszcze pozwolenia. Gdyby było, musiałabym wpłacić dużo większą sumę, ponad sto tysięcy złotych. Jak relacjonowała, ze strony wykonawcy padła propozycja, by przekazać pieniądze innej firmie, która w jego imieniu wykonałaby dom.
Problem z koszalińską firmą mieli też pan Marcin i jego żona Karolina, pochodzące z Koszalina, a mieszkające w Tychach małżeństwo, których niedokończony dom stoi w Niedalinie w gminie Świeszyno. - W pewnym momencie kontakt z firmą się urwał, a my nie widzimy żadnego progresu na budowie, mimo że pieniądze zostały wzięte. Pikanterii dodaje fakt, że firma należała do mojego kuzyna i jego żony. To cios w plecy. Jeżeli pojawiły się w firmie jakieś problemy, jej współwłaściciel, czyli mój kuzyn, nie miał na tyle odwagi, żeby powiedzieć mi to wprost - powiedział pan Marcin. - Wydawało nam się, że skoro to rodzina mojego męża, jest mniejsze ryzyko oszustwa. Kontakt kompletnie urwał się w okolicach maja lub czerwca minionego roku, kiedy już wiedzieliśmy, że za ostatnią przelaną transzę pieniędzy nie zostały wykonane żadne prace, i nie zostaną wykonane. Dlatego po konsultacji z prawnikiem rozwiązaliśmy umowę - dodała jego małżonka.
A to już historia pana Michała z Miastka: - Na budowę domu zaciągnąłem z żoną kredyt. Dług spłacamy, ale domu nie ma. Została tylko wylana płyta fundamentowa oraz postawiona konstrukcja budynku i dachu. Nie było to zabezpieczone przez wiele miesięcy i niszczało pod wpływem warunków atmosferycznych. Ze strony firmy zero informacji, że porzucili budowę. Aby chronić to, co stoi, zapożyczyliśmy się u rodziny. Ale co dalej? Nie mamy pieniędzy na wykończenie domu. Urodziła nam się córeczka, której chcieliśmy zapewnić godne warunki. Zamiast cieszyć się oczekiwaniem na dziecko, żyliśmy w strachu, niepewności i złości. Zostaliśmy po prostu oszukani i w sumie z niczym.
Sprawę bada policja. - Potwierdzam, że prowadzone jest postępowanie dotyczące oszustwa na tzw. domki modułowe, gdzie firma wykonuje częściowo zlecenie, nie dotrzymuje terminów. Jednak dla dobra śledztwa, z uwagi na to, że jest kilkadziesiąt osób poszkodowanych nie udzielamy żadnych informacji - poinformowała aspirant Izabela Sreberska, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie.
Zawiadomienie wpłynęło też do prokuratury. - Do Prokuratury Rejonowej w Koszalinie w styczniu ubiegłego roku zaczęły wpływać zawiadomienia w tej sprawie - relacjonowała prokurator Ewa Dziadczyk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. - Firma miała realizować budowę domów energooszczędnych i według zawiadamiających nie wywiązała się z umowy. W związku z tym, że pojawiało się coraz więcej pokrzywdzonych, sprawy były łączone. 10 grudnia prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku art. 286 § 1 Kodeksu karnego dotyczącego wyłudzenia oraz art. 294, który dotyczy wyłudzenia mienia o znacznej wartości. Na tym etapie nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Próbowaliśmy skontaktować się z koszalińską firmą telefonicznie, lecz bezskutecznie. Numery podane w mediach społecznościowych są nieaktualne. Napisaliśmy też do spółki wiadomość za pośrednictwem mediów społecznościowych. Została odczytana i pozostawiona bez odpowiedzi.
Firma widnieje w Krajowym Rejestrze Sądowym, choć w wyszukiwarce internetowej możemy zauważyć, że jest zamknięta na stałe. Jej oficjalna strona wygasła. Spółka widnieje też w Krajowym Rejestrze Postępowań Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych. Co ciekawe, w październiku 2024 roku podpisała umowę z Aresztem Śledczym w Koszalinie w zakresie odpłatnego zatrudnienia skazanych oraz dzierżawy pomieszczenia w Oddziale Zewnętrznym w Dobrowie Aresztu Śledczego w Koszalinie. Post informujący o tym jest jeszcze dostępny w mediach społecznościowych.
- Nie odzyskamy tych pieniędzy, ale domagamy się, by ktoś poniósł wreszcie konsekwencje za swoje zachowanie, kłamstwa i bezczelne obiecanki. Mamy dwoje małych dzieci, a firma pozostawiła nas z niezbudowanym domem, długami, kredytem, którego raty bez przerwy musimy płacić. Wynajmujemy mieszkanie, a z dwójką małych dzieci i trzema psami znalezienie lokalu do wynajęcia graniczy z cudem - powiedziała pani Alona z Koszalina, która z mężem zdecydowała się na budowę domku w Starych Bielicach.
Emocje są też ogromne u pana Marcina i pani Karoliny. - Jesteśmy rodzicami trójki dzieci. Nie mamy skończonego domu, a mieliśmy w nim mieszkać od ponad roku. Ponieśliśmy ogromne straty finansowe i będziemy je ponosić przez lata. Z mężem wierzymy jeszcze, że sprawiedliwość w tym kraju istnieje - zakończyła.
Radosław Zmudziński