fot. PAP/EPA/CRAIG LASSIG

W Minneapolis w sobotę doszło do strzelaniny z udziałem agentów federalnych, w której zabity został mężczyzna. Na miejscu zdarzenia gromadzi się coraz więcej protestujących. Dochodzi do starć z funkcjonariuszami, policja użyła gazu łzawiącego.

Na tle sobotniej tragedii burmistrz Minneapolis Jacob Frey wezwał prezydenta USA Donalda Trumpa do zakończenia misji agentów federalnych w tym mieście. - Ilu jeszcze mieszkańców, ilu Amerykanów musi zginąć albo zostać rannych, by ta operacja się zakończyła? - zapytał Frey.

Gubernator Minnesoty Tim Walz ocenił sobotnią strzelaninę jako „straszną”. „Właśnie rozmawiałem z Białym Domem po kolejnej strasznej strzelaninie z udziałem agentów federalnych, do której doszło dzisiaj rano. Minnesota ma dosyć. To jest obrzydliwe. Prezydent musi zakończyć tę operację. Wycofać tysiące agresywnych, niewyszkolonych funkcjonariuszy z Minnesoty. Natychmiast” - napisał na platformie X gubernator Minnesoty, w której trwają operacje służb imigracyjnych wysłanych tam przez administrację Trumpa.

Przedstawiciel Białego Domu powiadomił, że prezydent został poinformowany o strzelaninie.

Amerykański resort bezpieczeństwa krajowego oświadczył natomiast, że agent, który w tym dniu śmiertelnie postrzelił mężczyznę w Minneapolis, oddał strzały w obronie własnej i w obawie o życie swoje oraz innych funkcjonariuszy.

„O godz. 9.05 czasu środkowego, gdy funkcjonariusze organów ścigania resortu bezpieczeństwa krajowego prowadzili operację w Minneapolis przeciwko nielegalnemu imigrantowi poszukiwanemu za napaść z użyciem przemocy, do funkcjonariuszy straży granicznej podeszła osoba z 9 mm pistoletem półautomatycznym, który widać tutaj” - napisał resort na platformie X, publikując zdjęcie broni.

Zaznaczono, że służby próbowały rozbroić podejrzaną osobę, lecz - według resortu - stawiał on opór w sposób agresywny.

„W obawie o swoje życie oraz życie i bezpieczeństwo innych funkcjonariuszy agent oddał strzały w obronie własnej. Ratownicy medyczni na miejscu zdarzenia natychmiast udzielili pomocy medycznej podejrzanemu, ale stwierdzono jego zgon na miejscu” - poinformowało ministerstwo.

Resort przekazał, że osoba ta miała przy sobie dwa magazynki i nie miała dokumentu tożsamości. „Wygląda to na sytuację, w której ta osoba chciała wyrządzić jak największe szkody i zmasakrować organy ścigania” - stwierdził.

Według ministerstwa ok. 200 osób, które nazwano „awanturnikami”, przybyło na miejsce zdarzenia. Zarzucono im, że „zaczęli utrudniać pracę funkcjonariuszom i atakować ich”. „W celu zapewnienia bezpieczeństwa społeczeństwu i funkcjonariuszom zastosowano środki kontroli tłumu” - dodał resort bezpieczeństwa krajowego.

Jak donoszą media, służby wykorzystują przeciwko protestującym w Minneapolis m.in. gaz łzawiący.

Stacja NBC z powołaniem na miejscowe władze przekazała, że mężczyzna, który zginął w sobotę rano, to najprawdopodobniej biały mieszkaniec miasta w wieku 37 lat, będący obywatelem USA. Wcześniej AP pisała, że ofiara miała 51 lat.

Policja poinformowała, że mężczyzna, postrzelony przez agenta federalnego, miał pozwolenie na posiadanie broni.

Do zdarzenia doszło na tle rosnących napięć i protestów w mieście przeciwko działaniom służb imigracyjnych i po zastrzeleniu na początku miesiąca przez funkcjonariusza ICE (Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł) Renee Nicole Good.

PAP/zn