fot. iszczecinek
Stateczki, które miały pełnić funkcję taksówek wodnych - stoją i marnieją. Kosztowały około 50 tysięcy euro, a teraz nie nadają się nawet do wodowana. Dwie z trzech zakupiono w ramach unijnego programu Civitas Plus

Dwa pierwsze stateczki trafiły do Szczecinka na przełomie 2008 i 2009 roku. Do tych dwóch dołączył jeszcze jeden stateczek, który ani razu nie wypłynął na Trzesiecko. Łącznie miały tworzyć małą flotę wodnych taksówek, kosztowały około 50 tys. euro. Jedna z łódek sfinansowana została z funduszy SZLOT-u, dwie pozostałe zakupiono w ramach unijnego programu Civitas Plus. Wszystkie przyjechały do Szczecinka z Holandii i mają po kilkadziesiąt lat.

W styczniu dwa stateczki, które jeszcze w miarę utrzymywały się na wodzie, zostały przekazane przez Szczecinecką Organizację Turystyczną dla Ośrodka Sportu i Rekreacji. Po przeglądzie okazuje się, że obecnie są w takim stanie, że nie można ich wodować.

-Żadna z nich na razie nie nadaje się na postawienie na wodzie, ponieważ wymagają dość mocnej konserwacji zarówno jeśli chodzi o kadłuby jak i silniki –mówi Maciej Makselon dyrektor OSiR-u.

Temat taksówek wodnych został poruszony na ostatniej sesji Rady Miasta przez Jacka Pawłowicza z klubu Razem dla Szczecinka.

- Był program Civiras Renesans, były taksówki wodne, które praktycznie nie pływały. Teraz okazuje się, że taksówki gdzieś tam leżą i nie nadają się do tego żeby pływać. Myślę, że warto zwracać uwagę w jaki sposób wydajemy pieniądze –mówił radny.

Trwają rozmowy dyrektora OSiR-u z firmami szkutniczymi, które mogłyby podjąć się naprawy. Niestety w Szczecinku takich nie ma. Ich naprawa może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Do tego trzeba będzie doliczyć koszty transportu, np. do Gdańska.


iszczecinek/ds