Dwie osoby zostały lekko ranne w eksplozji, do której doszło w środę nad ranem na terenie dworca kolejowego w Augsburgu na południu Niemiec. Według mediów policja bada wątek przestępczości zorganizowanej. Podczas przeszukania dworca policja znalazła podejrzany przedmiot, ale okazał się nieszkodliwy.
Jak przekazała regionalna policja, ok. godz. 3.15 doszło do wybuchu niezidentyfikowanego przedmiotu, przez co lekko rannych zostało dwoje przechodniów - w wieku 17 i 18 lat. Według lokalnego portalu Presse Augsburg chodzi o dwoje nastolatków z Ukrainy.
Policja nie podała dotąd, co było źródłem eksplozji, ale według części mediów, w tym dziennika „Augsburger Allegemeine”, mógł to być granat ręczny. Tabloid „Bild” podał, że do wybuch ręcznego granatu nastąpił przy wejściu do tureckiego sklepu jubilerskiego. Rzecznik policji przekazał, że szczegóły dotyczące ładunku wybuchowego pozostają niejasne.
Według mediów policja bada związek zdarzenia z przestępczością zorganizowaną. „Główny dworzec kolejowy najwyraźniej nie był celem ataku” - podkreślił „Bild”.
Po eksplozji policja zaczęła przeszukiwać teren dworca i znalazła podejrzany przedmiot, ale po bliższych badaniach poinformowała, że jest nieszkodliwy.
W związku z tymi wydarzeniami dworzec był zamknięty przez około dwie godziny, a ruch pociągów wstrzymano.
Augsburg położony jest w Bawarii, około 50 km na północny zachód od Monachium.
We wtorek niemieckie służby znalazły chałupnicze urządzenie wybuchowe przy stacji transformatorowej w gminie Turnow-Preilack w Brandenburgii - nieopodal elektrowni Jaenschwalde i ok. 20 km od granicy z Polską. Minister spraw wewnętrznych landu Jan Redmann oświadczył, że podłożenie ładunków było aktem sabotażu. Sprawcy próbowali za pomocą ładunków wybuchowych wprowadzić „materiał przewodzący do linii najwyższych napięć”, aby zdestabilizować sieć elektroenergetyczną i dostawy energii, co się nie udało - przekazał. Jak podkreślił, Brandenburgia „wyszła z tego (zdarzenia) obronną ręką”, biorąc pod uwagę liczbę znalezionych urządzeń oraz fakt, że nie doszło do przerwy w dostawach prądu.
Również we wtorek szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt oświadczył, że to Rosja jest odpowiedzialna za sierpniowy incydent z dronem i materiałami wybuchowymi w Lipsku.
W nocy z 4 na 5 sierpnia samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec. Krótko wcześniej lotnisko wstrzymało działalność z powodu znalezienia dronu z detonatorem oraz materiałami wybuchowymi przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow.
Zgodnie z ustaleniami niemieckich służb dron znaleziony na lotnisku celowo uderzył wcześniej w skrzydło zaparkowanego na płycie Antonowa. Materiały wybuchowe nie eksplodowały jednak po zetknięciu z maszyną; według dziennika „Bild” do wybuchu nie doszło z powodu uszkodzonego zapalnika.
Niemieckie służby podejrzewały, że za próbą sabotażu stała Rosja. Podczas wtorkowej konferencji prasowej Dobrindt dodał, że „od dłuższego czasu służby bezpieczeństwa obserwują hybrydowe akcje w Niemczech i europejskim sąsiedztwie”. Ostrzegł, że Niemcy w przyszłości pozostaną celem rosyjskich ataków hybrydowych.
W ramach odpowiedzi wobec Moskwy 18 września zamknięty zostanie konsulat Rosji w Bonn, a także Rosyjski Dom, ośrodek promujący rosyjską kulturę, z siedzibą w centrum Berlina.
PAP/aj