28 sierpnia 1946 roku, skazana wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku, w więzieniu przy ul. Kurkowej została zastrzelona 17-letnia Danuta Siedzikówna „Inka”. Razem z nią uśmiercono Feliksa Zelmanowicza „Zagończyka”. Szczątki obojga IPN odnalazł w 2014 roku.
5 sierpnia 2026 roku Senat RP podjął przez aklamację uchwałę ws. 80. rocznicy śmierci Danuty Heleny Siedzikówny „Inki”. Uchwała głosi, że „postać Danuty Siedzikówny symbolizuje tragizm i heroizm pokolenia Żołnierzy Niezłomnych, których jedyną winą była miłość do Ojczyzny”.
Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 roku w Guszczewinie koło Narewki, na skraju Puszczy Białowieskiej. Wychowała się w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Ojciec Wacław Siedzik, jako student Politechniki w Petersburgu, w 1913 r. został zesłany na Sybir za uczestnictwo w polskiej organizacji niepodległościowej. Kilkadziesiąt lat później w lutym 1940 r. został aresztowany przez NKWD i zesłany do katorżniczej pracy w kopalni złota w rejonie Nowosybirska. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski pomimo wycieńczenia przedostał się do armii tworzonej przez gen. Władysława Andersa. Zmarł w 1943 roku. Pochowany został na cmentarzu polskim w Teheranie. Matka „Inki” Eugenia współpracowała z Armią Krajową. W listopadzie 1942 r. aresztowało ją Gestapo. We wrześniu 1943 roku, po ciężkim śledztwie, w czasie którego była torturowana, Niemcy zamordowali ją w lesie pod Białymstokiem.
„To była typowa polska, przedwojenna, inteligencka rodzina. Patriotyczna i religijna” – powiedziała PAP Luiza Łuniewska, autorka książki pt. „Szukając Inki. Życie i śmierć Danki Siedzikówny” (2016). „Ludzie opowiadali, że Eugenia i Wacław to było bardzo kochające się małżeństwo. Mieli trzy córki – Wiesię, Irenę i Dankę, z których właśnie ta ostatnia, sprawiała najwięcej kłopotów, bo nie była taką typową panienką, tylko troszkę »chłopczycą«. Lubiła chłopięce zabawy, ciągle rozrabiała” - opowiadała. „To był bardzo kobiecy dom, bo oprócz mamy i trzech córek, mieszkała jeszcze babcia Aniela, matka Wacława, i jego niepełnosprawna siostra, Jadzia. Przepiękne dzieciństwo i miała być piękna młodość…” – dodała.
Po śmierci matki, mając zaledwie 15 lat, Danuta razem z siostrą Wiesławą złożyła w grudniu 1943 r. przysięgę i wstąpiła do AK. Następnie odbyła szkolenie sanitarne. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 roku podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. W czerwcu 1945 roku wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została aresztowana przez grupę NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Z konwoju uwolnił ją patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja „Konusa”, podkomendnego mjr. Zygmunta Szendzielarza, „Łupaszki”. W oddziale „Konusa”, a potem w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”, była sanitariuszką. Przez krótki czas jej przełożonym był por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca mjr. „Łupaszki”, znany później jako historyk i publicysta Paweł Jasienica.
Na przełomie 1945/46 roku, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie Ostróda. Wczesną wiosną 1946 roku nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, dowódcą jednego ze szwadronów „Łupaszki”. Do lipca 1946 roku służyła w tym szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka, uczestnicząc w akcjach przeciwko NKWD i UB. W lipcu 1946 roku została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne dla szwadronu - 20 lipca została aresztowana przez funkcjonariuszy UB i osadzona w więzieniu w Gdańsku.
„O śledztwie tak naprawdę wiemy tyle, ile ostało się w aktach. Są mity i legendy, które narastają wokół Danki, np. o żonach poległych milicjantów, które miały skatować dziewczynę w celi, jednak to bardzo mało prawdopodobne” – powiedziała Luiza Łuniewska. „Śledztwo było bardzo brutalne. Możemy opierać się na tym, co przeżywały inne młode dziewczyny poddawane śledztwu w tym samym więzieniu. Tam było bicie, była przemoc, również seksualna, gdyż młodą dziewczynę najłatwiej złamać właśnie w ten sposób” - dodała.
3 sierpnia 1946 roku skazana została przez Wojskowy Sąd Rejonowy na podwójną karę śmierci za przynależność do organizacji, która „miała na celu usunięcie przemocą ustanowionych organów władzy zwierzchniej narodu i zmianę przemocą demokratycznego ustroju państwa polskiego”. W uzasadnieniu dodano, że „Inka” „dopuszczała się wielokrotnie zamachów na funkcjonariuszy UB i MO, SOK i żołnierzy Armii Czerwonej, członków organizacji politycznej”.
Wyrok był sprzeczny z obowiązującym wówczas prawem, gdyż „Inka” była nieletnia - 18 lat miała skończyć dopiero miesiąc później, 3 września.
Piotr Szubarczyk autor książki pt. „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba…: Danuta Siedzikówna »Inka” (*3 IX 1928 +28 VIII 1946)«” (IPN, 2008), oceniając proces „Inki”, pisał: „Wyrok śmierci na sanitariuszkę był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB (od którego realnie zależał wyrok) wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. »Łupaszki«. Szwadron »Żelaznego«, w którym służyła »Inka«, był szczególnie znienawidzony przez gdański WUBP z powodu licznych, udanych akcji na placówki UB, m.in. brawurowy rajd przez powiaty starogardzki i kościerski 19 maja 1946 r., podczas którego opanowano kilka posterunków milicji i placówek UB, likwidując sowieckiego doradcę PUBP w Kościerzynie, kilku funkcjonariuszy UB i ich konfidenta”.
W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty udziału w związku zbrojnym, mającym na celu obalenie siłą władzy ludowej oraz mordowania milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucono jej m.in. nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji szwadronu „Żelaznego” w Tulicach pod Sztumem. Zdaniem dr. hab. Piotra Niwińskiego z Uniwersytetu Gdańskiego, autora życiorysu „Inki” w słowniku biograficznym „Konspiracja i opór społeczny w Polsce”: „Siedzikówna była cichą, trzymającą się z tyłu dziewczyną, sanitariuszką. Jak można było oskarżyć ją o wydawanie poleceń zabijania żołnierzy? Zachowały się relacje funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) i milicjantów, których ona opatrywała po potyczkach z partyzantami AK”.
W grypsie przesłanym z więzienia Siedzikówna napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Zdanie to - według historyków - nie tylko odnosi się do przebiegu śledztwa, lecz także do odmowy podpisania przez „Inkę” prośby o ułaskawienie. Prośbę taką do prezydenta Bolesława Bieruta skierował za nią jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski.
Danutę Siedzikównę zabił 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 strzałem w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego KBW Franciszek Sawicki. Wcześniejsza egzekucja z udziałem żołnierzy nie udała się. Żaden nie chciał zabić „Inki”, choć strzelali z odległości trzech kroków. Według relacji obecnego w czasie egzekucji księdza Mariana Prusaka „Inka” krzyknęła przed śmiercią: „Niech żyje Polska”. Wraz z „Inką” zamordowany został ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, zastępca dowódcy plutonu 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki” – jego również dobił strzałem w głowę Sawicki. W chwili śmierci Selmanowicz miał 42 lata.
Miejsce pochowania zwłok obojga przez kilkadziesiąt lat pozostawało nieznane.
Podpułkownik Franciszek Sawicki zmarł 28 grudnia 1989 roku we Wrocławiu w wieku 73 lat.
Prokurator Wacław Krzyżanowski, który dla 17-letniej dziewczyny zażądał kary śmierci, był oskarżany przez Instytut Pamięci Narodowej o udział w zbrodniach komunistycznych, został jednak uniewinniony przez sąd. „W 2003 roku prokurator, który żądał kary śmierci dla nieletniej sanitariuszki, poleciał na uroczystości pod Lenino w oficjalnej polskiej delegacji rządowej” – przypomniał Wojciech Tomczyk, scenarzysta spektaklu Teatru Telewizji pt. „Inka 1946” wyreżyserowanego przez Natalię Koryncką-Gruz (2007).
Wacław Krzyżanowski zmarł 10 października 2014 roku, w wieku 91 lat i stopniu pułkownika Wojska Polskiego. Trzy dni później został pochowany z wojskową asystą honorową na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie. „Wstyd. Zażądałem wyjaśnień od dowódcy garnizonu Koszalin, który podjął taką decyzję” – napisał wówczas na Twitterze minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, po czym odwołał „w trybie natychmiastowym” ze stanowisk dowódcę oraz komendanta garnizonu.
Kilka tygodni wcześniej, we wrześniu 2014 r. zespół IPN podczas prac na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, odnalazł i ekshumował szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką. 1 marca 2015 r., w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, IPN ogłosił, że badania genetyczne potwierdziły, iż są to szczątki Danuty Siedzikówny, „Inki”. Potwierdzono też, że szczątki pochowanego w pobliżu mężczyzny należą do Feliksa Selmanowicza.
Dziesięć lat temu, 28 sierpnia 2016 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbył się uroczysty pogrzeb Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza. Feliks Selmanowicz został pośmiertnie awansowany na stopień podpułkownika, zaś Danuta Siedzikówna na stopień podporucznika.
„Danusia miała przepiękne dzieciństwo i miała mieć piękną młodość” – przypomniała Luiza Łuniewska.
„Myślę, że »Inka« pilnuje, żebym nie pisał jakichś głupot. Mówię to bez odniesienia do metafizyki” – powiedział Wojciech Tomczyk „Teologii Politycznej”. „Po napisaniu »Inki…« wielu rzeczy nie wypada. Nie wypada pisać rzeczy nieważnych. Napisałem ten spektakl w sposób absolutnie służebny wobec postaci. Najlepiej jak potrafiłem” - wyjaśnił. „Mam pełną świadomość, że »Inka«, »Łupaszka«, »Zagończyk« są znacznie ważniejsi ode mnie i cieszę się, że mogłem się przysłużyć do tego, by została im przywrócona godność, honor i należyte miejsce w polskiej historii” – podkreślił.
„Ja się bardzo »zaprzyjaźniłam« z moją bohaterką. Opisuję historię, która mnie troszkę dotyczy i uświadomiła mi skąd się bierze przymiotnik »wyklęty«” – powiedziała PAP Luiza Łuniewska. „Ostatni beztroski wieczór Danka spędziła w miejscowości Ocypel, gdzie ja przez lata jeździłam na wakacje. Tam stałym punktem było urządzanie wieczorków historycznych, chodzenie od domu do domu i słuchanie opowieści ludzi, którzy tam mieszkali. Mimo że było to ulubione miejsce szwadronu »Inki«, gdzie bywali z »Żelaznym« wielokrotnie, przychodzili na wesela, Danka spędziła tam na ognisku ostatnie chwile, nikt nigdy się o tym nie zająknął, ani razu” - wyjaśniła.
PAP/zn
.