Organizatorka marszu Wiesława Szukalska podkreśla, że decyzja o złożeniu wniosku dotyka nie tylko pracowników szpitala, ale również mieszkańców, którzy korzystają z jego usług.
- Jest pani tutaj, która idzie o lasce. Czwarty przerzut raka. Straciła onkologa. Właśnie dlatego dzisiaj idziemy. Jest to oczywiście przemarsz pokojowy, ponadpolityczny, bez żadnych haseł. Ale chcemy pokazać, że my widzimy i słuchamy cały czas - mówiła.
Mieszkańcy nie ukrywają, że likwidacja szpitala oznaczałaby dla nich przede wszystkim konieczność dojazdów do innych miast po pomoc medyczną. Liczą, że protesty pomogą uratować placówkę.
- Ja się leczę już ponad 23 lata. Rehabilitacja praktycznie sześć razy w roku. Nie wyobrażam sobie, żeby dojeżdżać do Słupska. Mam teściową, która jest sama. Nie zawsze mogę ją dowieźć do lekarza, a tutaj był szpital na miejscu. O dziesiątej w nocy jechaliśmy do Szczecinka na pogotowie. Jak nie walczyć o szpital? Trzeba walczyć. Musi ktoś nam pomóc - mówili uczestnicy marszu.
Szpital w Miastku od lat zmaga się z problemami finansowymi. Kryzys placówki, której właścicielem jest gmina, doprowadził do stopniowego wygaszania kolejnych oddziałów. W zeszłym tygodniu burmistrz Miastka Jerzy Wójtowicz poinformował, że do sądu został złożony wniosek o ogłoszenie upadłości placówki.
W Miastku trwa również zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania burmistrza oraz rady miejskiej. Wniosek w tej sprawie trafił już do Komisarza Wyborczego w Słupsku.
Marcin Turalski/zn