fot. PAP/Andrzej Jackowski

Sąd Rejonowy w Starogardzie Gdańskim uniewinnił myśliwego, który zastrzelił wilka Lego objętego monitoringiem naukowym. Uznał, że śmierć zwierzęcia nie spowodowała istotnej szkody dla środowiska, a materiał dowodowy nie pozwala na przypisanie oskarżonemu działania umyślnego.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie bezprawne zabicie wilka objętego ścisłą ochroną gatunkową, tj. przestępstwo z artykułu 181 par. 3 Kodeksu karnego.

Do zdarzenia doszło 25 sierpnia 2024 r. w miejscowości Zimne Zdroje w nadleśnictwie Lubichowo w Borach Tucholskich. Krzysztof S., łowczy z Koła Łowieckiego „Cyranka”, podczas polowania oddał strzał do wilka, którego – jak tłumaczył – pomylił z lisem. Zwierzę było obserwowane przez naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego i przez nich nazwane Lego. Miało założoną obrożę telemetryczną z nadajnikiem GPS, dzięki której monitorowano jego aktywność, ruchy i zachowania.

W ustnym uzasadnieniu sędzia Maciej Bącal wskazał, że w sprawie nie wykazano jednego z kluczowych znamion czynu – „istotnej szkody” dla środowiska. Jak podkreślił, przepis, na którego podstawie oskarżono myśliwego, nie penalizuje samego zabicia chronionego zwierzęcia, lecz wymaga wykazania skutku w postaci istotnej szkody.

– W ocenie sądu nie zostało udowodnione, żeby zabicie tego konkretnego wilka na tym konkretnym obszarze spowodowało istotną szkodę dla środowiska przyrodniczego – powiedział sędzia.

Sędzia, opierając się m.in. na opiniach biegłych, zwrócił uwagę, że obecna populacja wilków zarówno w Polsce, jak i w Borach Tucholskich jest na tyle liczna, że zabicie pojedynczego osobnika nie skutkuje istotną szkodą dla gatunku.

Wskazał również, że dane naukowe nie potwierdzają tego, by śmierć tego konkretnego zwierzęcia miała znaczący wpływ na lokalny ekosystem. Dodał, że w toku procesu ustalono również, że śmierć Lego nie doprowadziła do rozpadu stada.

– Pracownik naukowy, który zeznawał przed sądem, udzielił informacji, iż z dalszych obserwacji wynika, że pozostałe wilki z tej watahy przeżyły – powiedział.

Sędzia Bącal zaznaczył też, że w tej sprawie materiał dowodowy nie pozwala stwierdzić, że Krzysztof S. działał z zamiarem zabicia wilka.

Podkreślił, że uniewinnienie nie odnosi się do oceny moralnej czy etycznej.

– Jestem przeciwnikiem polowań, kocham zwierzęta. Niemniej jako sąd jestem zobowiązany do zimnej, prawnej oceny, czy zachowanie oskarżonego zrealizowało znamiona przestępstwa, i stwierdzam, że nie – oświadczył sędzia.

Zaznaczył, że brakuje także podstaw do przypisania Krzysztofowi S. działania umyślnego. Tym samym – jak wskazał – nie zostały spełnione przesłanki odpowiedzialności karnej także na gruncie ustawy o ochronie zwierząt.

Sędzia odniósł się do wyjaśnień oskarżonego, który twierdził, że oddając strzał, był przekonany, iż celuje w lisa. W ocenie sądu nie ma dowodów pozwalających podważyć tę wersję. Podkreślił, że oskarżony sam zgłosił się do organów ścigania i nie próbował ukrywać swojego udziału w zdarzeniu.

– Tego, co naprawdę myślał pan w momencie strzału, nie wiemy. To, czy faktycznie był pan przekonany, że strzela do lisa, pozostanie pana tajemnicą. Wersja, którą oficjalnie prezentuje pan przed sądem, jest nie do obalenia na podstawie zebranego materiału dowodowego – zwrócił się sędzia do oskarżonego.

Jednocześnie zaznaczył, że Krzysztof S. naruszył zasady Prawa łowieckiego, bo w czasie polowania nie dochował należytej staranności.

– W pośpiechu, chcąc oddać strzał, zanim zwierzę zniknie mu za następną nierównością, nie podniósł lunety, nie upewnił się co do celu i strzelił, będąc jednak przekonanym, że strzela do lisa – powiedział sędzia, wskazując, że takie zachowanie może rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, ale nie karną.

– Albo mówi pan prawdę, albo nie ma dowodów na to, że pan kłamie w tym zakresie. Natomiast wszelkie wątpliwości, których nie da się wyjaśnić za pomocą zebranego materiału dowodowego, sąd rozstrzyga na korzyść oskarżonego – zaznaczył sędzia Bącal.

Sąd obciążył kosztami procesu Skarb Państwa. Wyrok nie jest prawomocny

PAP/zn