Wincentego Stachowskiego znam od najmłodszych lat. Był przede wszystkim cenionym animatorem kultury, osobą która robiła wokół Koszalina pozytywny zamęt. Starał się robić wszystko, by Koszalin był swego rodzaju ośrodkiem kulturalnym na Pomorzu Zachodnim. Oprócz gruntownej wiedzy w obszarze, w którym się poruszał, był zawsze wyjątkowo przygotowany do spotkania ze swoim rozmówcą. Zwróciłem uwagę na to, że on wiedział o mnie więcej, niż ja sam. Potrafił zadawać pytania tak, by dowartościować rozmówcę. Niewielu jest dziennikarzy muzycznych, którzy potrafią w tak kompetentny i profesjonalny sposób udostępniać słuchaczom wiedzę o muzyce, twórcach, odtwórcach i całej otoczce, która towarzyszy showbusinessowi.
Nasz dziennikarz przez lata współpracował także z dyrygentem i kompozytorem Zbigniewem Górnym. - To był bardzo życzliwy dziennikarz, o wyjątkowym guście muzycznym. Był motorem działań, które miałem przyjemność robić w Koszalinie. Zapraszał mnie także do audycji w Polskim Radiu Koszalin, które z pietyzmem przygotowywał. Kochał muzykę i artystów, propagował muzykę i wiedział, jak ją dobrać, by zaskarbić sobie uznanie słuchaczy.
Wiadomość o śmierci Wincentego Stachowskiego zasmuciła także Jana Wojdaka, piosenkarza i kompozytora, związanego z zespołem Wawele.
Dołączyłem do zespołu Wawele w 1972 roku. Koncertowałem z nim po całej Polsce. Kiedy odwiedziliśmy Koszalin, przywitał nas Wincenty, który pracował w Polskim Radiu Koszalin jako dziennikarz muzyczny. Pamiętam go jako ciepłego człowieka, otwartego. Kochał artystów i swoją pracę. Myślę, że nie mógł żyć bez słuchaczy. Prowadził programy nocne, często mnie do nich zapraszał. Jego horyzonty muzyczne były bardzo szerokie, zafascynowany był np. muzyką organową. Wincenty również grał na klawiszach. Nie mogę się pogodzić z tym, że tak zasłużony, zacny człowiek już odszedł.
