fot. PAP/Marcin Bielecki

Kilka tysięcy dokumentów z lat 1945-1989 znalezionych w Koszalinie w piwnicy Jerzego M., byłego oficera zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza, a także dziewięciu innych lokalizacjach, zaprezentowali prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej. Są to m.in. teczki osobowe 15 tajnych współpracowników.

Dokumenty komunistycznych organów bezpieczeństwa, które znaleziono w listopadzie 2025 r. w czasie przeszukania mieszkania i piwnicy Jerzego M., emerytowanego majora WOP w Koszalinie, zaprezentowali w czwartek w Szczecinie prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej.

- To kilka tysięcy dokumentów, które zostały wytworzone przez zwiad WOP, również Służbę Bezpieczeństwa, Urząd Bezpieczeństwa, Akademię Spraw Wewnętrznych – powiedział prok. Andrzej Pozorski, Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zastępca Prokuratora Generalnego.

Pozorski, wspominając m.in. „szafę Kiszczaka” (ujawnione w 2016 r. ok. 50 kg dokumentów zgromadzonych w mieszkaniu gen. Czesława Kiszczaka, szefa komunistycznych służb, ministra spraw wewnętrznych), przyznał, że nie wie, ile jeszcze takich „szaf” jest do odkrycia. Ocenił, że akta bezpieki odkryte w Koszalinie to „jedno z największych postępowań” prowadzonych przez IPN. - Te dokumenty mają istotne znaczenie dla historii Polski – powiedział Pozorski.

Emerytowany major WOP, Jerzy M., nielegalnie zgromadził dokumenty, które prokuratorzy IPN scharakteryzowali jako „bardzo cenne”. Prowadzący śledztwo prok. Marek Rabiega, szef pionu śledczego w szczecińskim oddziale IPN, nie zdradził, w jaki sposób wpadł na ten trop. W rozmowie z PAP przyznał, że Jerzy M. po zatrzymaniu odmówił składania wyjaśnień, ale złożył oświadczenie.

- Mamy zabezpieczone 172 jednostki zwarte (m.in. tajne instrukcje MSW), 15 teczek pracy i personalnych tajnych współpracowników, 8382 dokumenty luźne – wyliczył Rabiega. Podkreślił, że są to nie tylko archiwalia z zasobów WOP, ale też MSW, MO, UB, SB, Informacji Wojskowej, a także sądów i kolegiów. Większość z nich stanowi ustawowy archiwalny zasób IPN, tzn. że powinny zostać przekazane Instytutowi. Przepis ten dotyczy jednostek administracji, ale też osób prywatnych.

Jerzemu M. grozi o 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Na razie tylko jemu postawiono zarzuty, ale, jak wyjaśniali prokuratorzy, w sprawie pojawiły się nowe wątki. Rabiega poinformował, że w śledztwie, m.in. po uzyskaniu danych z baz teleinformatycznych, 24 lutego br. przeprowadzono „skoordynowane przeszukania” na terenie woj. zachodniopomorskiego (cztery lokalizacje), pomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, podlaskiego.

- W dziewięciu miejscach ujawniliśmy kolejne dokumenty stanowiące zasób archiwalny IPN – powiedział Rabiega. Zaznaczył, że akta bezpieki znaleziono u osób, które nie były związane z organami bezpieczeństwa PRL.

Tomasz Dźwigał, naczelnik oddziałowego archiwum IPN, wyjaśniał, że praca nad dokumentami dopiero się rozpoczyna. Potwierdzono już ich oryginalność, przeanalizowano numery rejestracyjne.

- W dziennikach rejestracyjnych organów bezpieczeństwa państwa te materiały formalnie nie istnieją. Mamy tam wskazanie, że one zostały wybrakowane – podkreślił Dźwigał. - Te dokumenty uznano za bezpowrotnie utracone, a często nie mieliśmy świadomości ich istnienia – dodał Rabiega.

Prokuratorzy IPN znaleźli w piwnicy Jerzego M. także brakujące części akt, które figurują w zasobie Instytutu, ale były niekompletne.

Specjaliści z IPN podczas spotkania z mediami wyjaśniali, że nie mogą ujawnić szczegółów śledztwa, m.in. dlatego, że duża część dokumentów to materiały operacyjne zwiadu WOP, także materiały agenturalne, teczki TW zawierające m.in. zobowiązania do współpracy, notatki służbowe, donosy. Wszystkie opatrzone klauzulą „tajne”.

Naczelnik Dźwigał zwrócił uwagę, że WOP „kojarzy się” tylko z zabezpieczeniem granicy, zwalczaniem przemytu itd. Natomiast zadania zwiadu WOP, jak powiedział, „były tożsame z zadaniami Służby Bezpieczeństwa”, tylko że w strefie granicznej. Prowadzono tzw. rozpracowanie, kontrolowano porty, pracę rybaków itd.

W rozmowie z PAP Rabiega zaznaczył, że część dokumentów ujawnionych w Koszalinie to sprawy ucieczek za granicę, ale też dostarczania do Polski literatury opozycyjnej z tzw. państw kapitalistycznych, czemu WOP próbował przeciwdziałać. Jerzy M. zgromadził też akta dot. obywateli z krajów skandynawskich czy Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Prokuratorzy IPN zaapelowali, by osoby posiadające materiały, które należą do ustawowego zasobu Instytutu, oddały te dokumenty. To pozwoli uniknąć odpowiedzialności karnej. Pozorski poinformował, że IPN prowadzi więcej spraw podobnych do tej koszalińskiej. Śledczy współpracują m.in. z policją i Administracją Skarbową. - Mamy przypadki, że dokumenty były wywożone poza granice kraju i były zabezpieczane na lotniskach – przekazał dyrektor GKŚZpNP.

Pozorski zapowiedział, że dokumentami z Koszalina „na pewno zainteresuje się” Biuro Lustracyjne IPN, które musi sprawdzić, czy w aktach nie figurują osoby, które podlegały tzw. weryfikacji.

Rabiega poinformował, że śledztwo prowadzone przez szczeciński IPN i przeszukania przeprowadzone w lutym br. pozwoliło ujawnić również dokumenty wytworzone po 1989 r. i nielegalnie przechowywane w różnych częściach Polski. Nie należą one do zasobu IPN, zostaną więc przekazane do prokuratury powszechnej.

15 Brygada WOP została sformowana 1 stycznia 1951 r. Sztab znajdował się w Koszalinie. Od 1958 r. funkcjonowała pod nazwą 15 Bałtycka Brygada WOP. Po jej zlikwidowaniu (w kwietniu 1990 r. na jej bazie utworzono Bałtycki Oddział WOP, a w 1991 r. Bałtycki Oddział Straży Granicznej). Major Jerzy M., jak wyjaśnili prokuratorzy IPN, „potem kontynuował karierę w instytucjach państwowych”.

PAP/zn

fot. PAP/Marcin Bielecki