fot
fot. pixabay.com

Zmiana czasu z letniego na zimowy przypada w nocy z soboty na niedzielę. O godz. 3.00 wskazówki zegarów zostaną cofnięte na godz. 2.00.

Dr hab. Helena Martynowicz, badaczka z Katedry i Kliniki Diabetologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu uważa, że zmiana czasu powoduje desynchronizację między czasem społecznym a wewnętrznym zegarem biologicznym. 

„Ten ostatni nie zważa na urzędowe decyzje i nie możemy go zaktualizować tak łatwo, jak zegarka. Można powiedzieć, że fundujemy sobie mały jet lag, tylko bez podróży i wakacji. Pozostają za to zmęczenie i senność” - wyjaśniła, cytowana w komunikacie uczelni dr hab. Helena Martynowicz, prof. UMW.

Jak zauważyła, cofnięcie zegarków o godzinę teoretycznie pozwala wydłużyć sen. W praktyce jednak nie jest to zysk pełnych 60 minut. Prof. Martynowicz powołała się tu na badania z 2024 roku, które pokazują, że ludzie śpią średnio tylko o pół godziny dłużej, i to wyłącznie pierwszej nocy. 

Przyznała, że jesienna zmiana czasu jest dla organizmu łagodniejsza niż wiosenna, kiedy przesunięcie wskazówek do przodu skraca sen i wiąże się z bardziej dotkliwymi konsekwencjami.

Zdaniem badaczki, to cofnięcie zegarków może być bardziej uciążliwe dla osób starszych, które zwykle wcześnie wstają. Z kolei wiosną trudniej przystosować się nastolatkom i studentom, którzy z natury wolą późno zasypiać i później rozpoczynać dzień. 

Większe trudności mogą mieć osoby z chorobami serca, nadciśnieniem tętniczym, depresją i przewlekłą bezsennością. Dotyczy to także tych, którzy na co dzień nie dosypiają, na przykład z powodu konieczności bardzo wczesnego wstawania do pracy.

„Część badań, choć nie wszystkie, wskazuje na zwiększone ryzyko hospitalizacji, napadów migotania przedsionków, a nawet ponownego zawału serca w związku ze zmianą czasu. Trzeba jednak podkreślić, że wyniki badań nie są w tym zakresie jednoznaczne” - zaznaczyła badaczka.

Zastrzegła, że nie oznacza to, że samo przestawienie zegarków wywołuje takie zdarzenia. Ten czynnik zakłócania codziennego rytmu u osób z problemami zdrowotnymi jest przedmiotem badań.

Natomiast większość społeczeństwa przyzwyczaja się do nowego czasu szybciej, niż wcześniej sądzono. Najtrudniejsze bywają pierwsze dwa, trzy dni, a zwykle po tygodniu organizm funkcjonuje już zgodnie z nowym rytmem.

Badaczka zaznaczyła, że dla organizmu ważny jest też czas spożywania posiłków. „Jedzenie w nocy wiąże się ze zwiększoną aktywnością układu współczulnego i nasileniem procesów, które mogą podnosić ryzyko sercowo-naczyniowe. Dlatego przygotowując się do zmiany czasu, warto stopniowo przesuwać nie tylko godziny snu, ale również posiłków i aktywności fizycznej” – poradziła prof. Martynowicz.

To dlatego, że układ współczulny odpowiada m. in. za mobilizację organizmu do działania. Jego nadmierna aktywność może przyspieszać pracę serca i podnosić ciśnienie tętnicze - wyjaśniła. 

Prof. Martynowicz zasugerowała, że organizm można przygotować na zmianę czasu. Jej zdaniem, kilka dni wcześniej można zacząć przesuwać codzienny plan o ok. 15 minut. Jesienią oznacza to nieco późniejsze kładzenie się spać i wstawanie, co można też wprowadzić w odniesieniu do godzin posiłków. 

Badaczka radzi też ruch na świeżym powietrzu, szczególnie w pierwszej części dnia. Naturalne światło jest jednym z najważniejszych sygnałów, dzięki którym organizm reguluje rytm snu i czuwania.

„Równie ważne jest zapewnienie sobie odpowiedniej długości snu, niezależnie od tego, czy właśnie zmieniamy czas. Dla większości dorosłych zaleca się około siedmiu do dziewięciu godzin na dobę” - przypomniała ekspertka.

PAP/zas


fot