Jadłodzielnia przy ul. Grunwaldzkiej w Koszalinie działa od pół roku. Mieszkańcy mogą zostawiać w niej nadmiar jedzenia, które następnie trafia do osób potrzebujących. Problem w tym, że coraz częściej zamiast żywności w szafie pojawiają się śmieci.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że rozwiązaniem mogłoby być zamontowanie monitoringu. Kamery pozwoliłyby ustalić, kto zostawia odpady w jadłodzielni.
- Za dużo kupujemy żywności, dużo się marnuje i takie miejsca są jak najbardziej potrzebne. Może gdyby takie szafy były w innych miejscach, mniej odosobnionych, to tego problemu by nie było. Moim zdaniem chyba powinny być kamery, bo na zniszczenia nie ma rady - mówili mieszkańcy.
Pomysłodawcą jadłodzielni jest miejski radny Bartosz Malinowski, który regularnie sprawdza jej stan i usuwa pozostawione odpady. Jak tłumaczy, lokalizacja przy ul. Grunwaldzkiej nie jest przypadkowa. Szafa miała znajdować się blisko centrum, ale jednocześnie w miejscu zapewniającym użytkownikom prywatność.
- Takim celem też było, żeby nie była pod nadzorem kamer. Chodziło mi o komfort użytkowania tej szafy. Być może dla kogoś jest to krępujące, że musi z niej skorzystać. Wiele osób ma w sobie wstyd przed proszeniem o pomoc i korzystaniem z takich miejsc. Chciałem więc, żeby użytkownicy byli w stu procentach anonimowi - wyjaśnił Bartosz Malinowski.
Jadłodzielnia ma służyć do dzielenia się żywnością, której nie jesteśmy w stanie wykorzystać. Można zostawiać w niej produkty z ważnym terminem przydatności do spożycia, niewymagające przechowywania w lodówce, zamknięte i bez oznak zepsucia. Nie powinny trafiać tam natomiast produkty przeterminowane, mięso ani nabiał.
Monika Kwaśniewska/zn