Gościem Anny Popławskiej w „Rozmowie dnia” był Maciej Wiórek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinku, który m.in. skomentował przebieg akcji odławiania pumy, która była widywana w lasach gminy Polanów oraz rosnącej populacji wilków w polskich lasach.
„Zachodniopomorska puma”, jak została nazwana przez media, jest już w poznańskim ogrodzie zoologicznym, tam przechodzi kwarantannę i badania. Maciej Wiórek ocenił, co oznacza - z perspektywy leśników czy przyrodników - znalezienie takiego drapieżnika, nieznanego dla naszej przyrody gatunku w ekosystemie: - Wiele służb, które zostały o tym fakcie poinformowane działały bardzo prężnie. W gminie Polanów został powołany przez burmistrza sztab kryzysowy. Jako leśnicy uruchomiliśmy m.in. patrole staży leśnej, foto pułapki, prowadziliśmy też konsultacje ze sztabem kryzysowym. W akcji odławiania pomagała nam również firma, która specjalizuje się w łowieniu takich zwierząt na terenie leśnym.
Leśnik dodał, że takich przypadków, jak w Polanowie, w innych rejonach Polski jest coraz więcej: - Przykre, bo te zwierzęta zazwyczaj są u nas nielegalnie, dlatego ciężko oszacować ile ich jest w Polsce. Jest to gatunek szybki, nieobliczalny, nie wiemy z osobnikami w jakim wieku mamy do czynienia, czy zwierze miało styczność z ludźmi. W przypadku tej pumy, od pierwszego kontaktu było widać, że lgnie do ludzi. Zadziałały też wszystkie przynęty. Była głodna, ale też widać było, że zna ten teren.
Rzecznik odniósł się również do odbudowującej się populacji wilka w naszych lasach: - Stale monitorujemy ten temat. Jesteśmy w stałym kontakcie z Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, często partnerem różnych wydarzeń, które przybliżają tę tematykę. Chcemy edukować społeczeństwo, jak zachowywać się, kiedy spotkamy wilka w lesie. Ryzyko spotkania wilka jest coraz większe, ale jest on zwierzęciem płochliwym, nie jest zainteresowany człowiekiem.
Maciej Wiórek zaznaczył, że kiedy już zdarzy nam się spotkanie dzikiego zwierzęcia w lesie, najważniejsze jest zachowanie spokoju. - Nie podejmujmy żadnych nerwowych ruchów. Starajmy się też nie dokarmiać - dodał.
Anna Popławska/aj