Anglia i Argentyna potrzebowały dogrywek, aby zapewnić sobie awans do środowego półfinału w Atlancie. Podopieczni Thomasa Tuchela wygrali z Norwegią 2:1, natomiast obrońcy tytułu pokonali grającą od 72. minuty w dziesiątkę Szwajcarię 3:1.

Anglicy przegrywali w Miami z rewelacyjną w tej imprezie Norwegią po pięknym golu Andreasa Schjelderupa w 36. minucie, ale tuż przed przerwą wyrównał Jude Bellingham, a na początku dogrywki ten sam zawodnik zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Łącznie w turnieju ma już sześć goli, dzięki czemu dogonił kapitan reprezentacji Harry'ego Kane'a.

Trener Thomas Tuchel nie ukrywał radości z awansu do półfinału, ale nie był zadowolony z występu. - Wynik jest fantastyczny. Awansowaliśmy do ostatniej czwórki turnieju. To niesamowite, ale nie jestem zadowolony z występu zespołu - przyznał.

- Bardzo utrudnialiśmy sobie życie naszą grą. Byliśmy niechlujni, zbyt ostrożni, popełnialiśmy dużo błędów technicznych. Mieliśmy dziś szczęście. Musimy się poprawić, ale teraz czas na świętowanie i delektowanie się tą chwilą - dodał niemiecki selekcjoner Anglików.

W trakcie meczu nie brakowało kontrowersyjnych momentów. M.in. bramka dla Norwegii (przy stanie 1:1) została anulowana po analizie VAR z powodu odepchnięcia przeciwnika przez Erlinga Haalanda. - Było dziś sporo sytuacji. Cóż, może wiele z nich już widzieliśmy na mundialu, więc takie rzeczy się zdarzają. Chcemy po prostu życzyć Anglii powodzenia - powiedział selekcjoner Norwegów Stale Solbakken.

Później jednak - podczas konferencji prasowej - przyznał, że jest przekonany, iż piłka uderzyła w kabel kamery nad boiskiem tuż przed tym, jak Bellingham strzelił wyrównującego gola w doliczonym czasie pierwszej połowy. - Piłka spadła prosto z góry, więc zmieniła kierunek. To spowodowało nieporozumienie wśród naszych zawodników. Ale nic nie możemy już z tym zrobić - dodał.

FIFA opublikowała oświadczenie w serwisach społecznościowych, w którym stwierdziła, że nie ma dowodów na to, iż piłka dotknęła przewodu (podtrzymującego mobilny system kamer nad boiskiem) i zmieniła ruch. Jak dodano, czujnik umieszczony w piłce niczego nie wykrył.

Po dogrywce awans wywalczyła też Argentyna, co akurat nie powinno być zaskoczeniem. We wszystkich dotychczasowych rundach fazy pucharowej MŚ obrońcy tytułu mieli spore problemy - w 1/16 finału wygrali z Republiką Zielonego Przylądka 3:2 również po dogrywce, a w 1/8 finału Egiptem 3:2 po 90 minutach, ale wszystkie gole strzelili w końcówce spotkania.

Na stadionie w Kansas City Argentyńczycy prowadzili już od 10. minuty (Alexis Mac Allister), lecz w 67. wyrównał po ładnej akcji drużyny Dan Ndoye. I kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu (Szwajcarzy wyraźnie się rozkręcali), gdyby chwilę później Breel Embolo nie zobaczył drugiej żółtej kartki, tym razem za symulowanie.

To był bardzo istotny moment spotkania. Przewagę uzyskała oczywiście Argentyna, choć długo nic z niej nie wynikało. W regulaminowym czasie gry wynik się nie zmienił, podobnie jak w pierwszej części dogrywki.

Decydująca o losach meczach okazała się 112. minuta. Wówczas efektownym, celnym strzałem z ponad 20 metrów popisał się Julian Alvarez. Osłabieni Szwajcarzy ruszyli do rozpaczliwych ataków, narażając się na kontrataki. Po jednym z nich, w 120+1. minucie, wynik ustalił Lautaro Martinez.

Półfinałowe spotkanie z Anglią, w którym poprzeczka na pewno pójdzie w górę, odbędzie się w środę w Atlancie.

Dzień wcześniej - w meczu drużyn robiących najlepsze wrażenie w tym turnieju - Francja zmierzy się z Hiszpanią.

Sobotnie ćwierćfinały poprzedziła minuta ciszy poświęcona zmarłemu niespodziewanie w wieku 25 lat piłkarzowi reprezentacji Republiki Południowej Afryki Jaydenowi Adamsowi, który zagrał w MŚ 2026 w trzech meczach. Na razie nie podano przyczyny śmierci.

Praktycznie codziennie w trakcie mundialu media informują o kolejnych zmianach na stanowiskach selekcjonerów. Tym razem ogłoszono, że Pape Thiaw nie jest już trenerem reprezentacji Senegalu. Jego podopieczni odpadli prawie dwa tygodnie wcześniej w 1/16 finału, po porażce z Belgią 2:3 po dogrywce (choć do 85. minuty prowadzili 2:0).

Francuski dziennik „L'Equipe” doniósł, że jednym z kandydatów do objęcia tego stanowiska jest Patrick Vieira, urodzony w Dakarze francuski mistrz świata z 1998 roku.

PAP/aj