W audycji „Słownik na fali” redaktor Jarosław Banaś rozmawia z profesorem Sebastianem Żurowskim, językoznawcą z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tematem spotkania są etymologie i znaczenia barwnych, często potocznych lub nieco zapomnianych polskich słów, którymi interesują się słuchacze.
Urwipołeć - to rdzennie polskie złożenie wywodzące się od archaicznego dziś zwrotu „urwać połeć”. Słowo to funkcjonuje jako synonim łobuza, urwisa, gagatka czy huncwota i odnosi się zazwyczaj do psotnego dziecka.
Basałyk - jest to zapożyczenie z języka tureckiego, które do polszczyzny przeniknęło prawdopodobnie przez Ukrainę lub w wyniku intensywnych kontaktów polsko-tureckich (np. po bitwie pod Wiedniem). Podobnie jak urwipołeć, oznacza ono urwisa lub niegrzeczne dziecko.
Wihajster - słowo to nie jest bezpośrednim germanizmem, lecz polskim wynalazkiem parodiującym język niemiecki (pochodzi od pytania was ist das? – „co to jest?”). Prawdopodobnie istotną rolę w jego ukształtowaniu odegrał język jidysz. Używa się go do nazwania przedmiotu, którego właściwej nazwy nie znamy lub nie możemy sobie przypomnieć. Profesor Żurowski wskazuje, że choć w literaturze spotyka się różne formy zapisu, najlepiej pisać je przez samo „h”.
Fiubździu – określenie oznaczające coś błahego, nieistotnego i mało ważnego. Jego geneza jest onomatopeiczna (dźwiękonaśladowcza) i rymowana, co ma podkreślać lekki, ulotny charakter opisywanej rzeczy. W tekstach pisanych zaczęło pojawiać się na początku XIX wieku.
Amikoszoneria - wyraz pochodzenia francuskiego, będący połączeniem słów ami („przyjaciel”) oraz cochon („świnia”). Mimo że brzmi erudycyjnie i dostojnie, jest w rzeczywistości określeniem bardzo obraźliwym, opisującym negatywnie ocenianą grupę ludzi.
Szaławiła - słowo to zostało przywołane jako temat z poprzedniej audycji, który spotkał się z wyjątkowo dużym zainteresowaniem i odzewem ze strony radiosłuchaczy.
W rozmowie zwrócono również uwagę na to, że czas wakacji sprzyja obserwacjom językowym. Dzięki temu, że ludzie z różnych stron kraju mieszają się ze sobą, łatwiej jest dostrzec odrębności regionalne i przypomnieć sobie rzadziej używane słownictwo, takie jak np. flisak.