Posłowie Prawa i Sprawiedliwości alarmują o kryzysie w Polskiej Żegludze Bałtyckiej. Podczas konferencji prasowej mówili o „katastrofalnej sytuacji” spółki, problemach finansowych i zagrożeniu prywatyzacją armatora. Prezes PŻB odpiera zarzuty i zapewnia, że firma stabilizuje swoją sytuację.
- Wszystko wskazuje na to, że Polska Żegluga Bałtycka zmierza do likwidacji. Za chwilę przestaną płacić marynarzom, przestaną płacić portom. Prawdopodobnie od roku nie są regulowane opłaty w porcie Ystad, nie są płacone zobowiązania formalno-prawne i nie ma pieniędzy na remonty. To sytuacja katastrofalna - mówił poseł Marek Gróbarczyk.
Politycy PiS zapowiedzieli możliwość złożenia zawiadomienia do prokuratury w sprawie działania zarządu na szkodę spółki.
Na zarzuty odpowiedział prezes Polskiej Żeglugi Bałtyckiej Piotr Redmerski. Poinformował, że do spółki trafiło właśnie 45 mln zł wsparcia z Agencji Rozwoju Przemysłu. - Te środki pozwolą jeszcze dziś wypłacić zaległe wynagrodzenia i uregulować zobowiązania odziedziczone po poprzednikach - powiedział.
Prezes odrzucił również sugestie dotyczące możliwej prywatyzacji PŻB. - Trudno mi jest komentować takie bzdury. Jako zarząd nie sprzedajemy firmy i właściciel także nie ma takich zamiarów. Jesteśmy częścią dużej grupy POLSCA. To historyczne wydarzenie, które nie udało się poprzednikom. Mówienie dziś o prywatyzacji to polityczna hucpa - podkreślił Piotr Redmerski.
Jak zapewnia prezes Redmerski, jeszcze w maju spółka ma uregulować zobowiązania.
Jarosław Banaś/zn