Po długiej wymianie argumentów kołobrzescy radni zadecydowali, że nocnej prohibicji w Kołobrzegu nie będzie. Przeciwko jej wprowadzeniu było 14 radnych, 4 było za, a 2 wstrzymało się od głosu.
Zwolennicy zmian argumentowali, że ograniczenie dostępności alkoholu mogłoby pomóc w walce z problemem uzależnień i ich społecznymi skutkami.
- Biorąc pod uwagę społeczne skutki alkoholizmu i dyskusję, która przetacza się przez cały kraj, jestem za tym, żeby takie rozwiązania wprowadzać. Kolejnym krokiem powinna być ogólna zmiana przepisów, w tym ograniczenie sprzedaży alkoholu w małych pojemnościach, takich jak „setki” czy „dwusetki”, bo to jeden z największych problemów rozprzestrzeniającego się alkoholizmu - mówił radny Jacek Woźniak z klubu Wspólnota Samorządowa.
Przeciwnicy uchwały przekonywali jednak, że zakaz byłby nieskuteczny i miałby jedynie symboliczny charakter.
- Ograniczenie sprzedaży alkoholu od godziny 23 tak naprawdę dotknie kilka stacji paliw, więc będzie to bardziej działanie PR-owe niż realne rozwiązanie problemu. Lepiej przeznaczyć większe środki na profilaktykę - argumentował radny Jacek Kalinowski z klubu Prawo i Sprawiedliwość.
Podobne stanowisko zajęła radna Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Grotto, która podkreślała, że problem nadużywania alkoholu należy rozwiązywać przede wszystkim poprzez edukację i wychowanie.
- Sama inicjatywa jest wspaniała, ale zakaz, który obejmie głównie stacje benzynowe, nie rozwiąże problemu. Potrzebna jest edukacja, profilaktyka, rozmowa, obecność rodziców w życiu dziecka i wspólnota, a nie kolejne zakazy - zaznaczyła.
Nocna prohibicja obowiązuje m.in. w Słupsku i Szczecinie.
Mariusz Wolański/zn