Przed sądem w Kołobrzegu rozpoczął się w środę proces organizatora i prowadzącego polowanie łowczego Mieczysława S. i duńskiego myśliwego Henrika B. w sprawie śmierci 47-letniego naganiacza. W sądzie stawił się pierwszy z oskarżonych. Nie przyznał się do popełnienia przestępstwa.
Zbiorowe polowanie na dziki zorganizowane zostało dla 16 duńskich myśliwych 10 listopada 2019 r. między miejscowościami Pobłocie Wielkie a Gościno, w lasach Nadleśnictwa Gościno w Zachodniopomorskiem, na terenie działania lokalnego koła łowieckiego.
47-letni Andrzej K., mieszkaniec powiatu kołobrzeskiego, który pełnił rolę naganiacza, został śmiertelnie postrzelony. Pocisk trafił w klatkę piersiową, powodując zgon mężczyzny, co potwierdziła sekcja zwłok przeprowadzona w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie.
W środę przed kołobrzeskim sądem rozpoczął się proces duńskiego myśliwego Henrika B., którego Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu oskarżyła o nieumyślne spowodowanie śmierci 47-letniego naganiacza. Na Mieczysławie S., organizatorze polowania, ciążą zarzuty narażenia ośmiu ludzi z nagonki i dwóch podkładaczy psów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślnego spowodowania śmierci jednego z nich.
Sędzia Sławomir Solnica postanowił prowadzić rozprawę pod nieobecność prawidłowo zawiadomionego Henrika B. - Stawiennictwo oskarżonego nie jest obowiązkowe - poinformował sędzia.
Obrońca Henrika B. adw. Jacek Gasperowicz przedstawił w sądzie usprawiedliwienie niestawiennictwa jego klienta, z którego wynikało, że nie może on uczestniczyć w rozprawie z uwagi na stan zdrowia po „poważnym urazie czaszki z 4 maja 2025 r.”. Sędzia Solnica poinformował, że uzna tę nieobecność za usprawiedliwioną, jeśli zostanie ona poświadczona zaświadczeniem lekarskim.
W środę w sądzie prok. Barbara Stolińska-Filipczak, odczytując zarzuty z aktu oskarżenia wskazała, że Henrik B. nie zachował należytej ostrożności przy oddaniu strzału ze sztucera do zwierzyny znajdującej się od niego w odległości ok. 5-6 metrów, gdy nagonka była w odległości ok. 50 m, a powinna w co najmniej 100 m. Kula trafiła pokrzywdzonego naganiacza w klatkę piersiową. Mężczyzna zmarł na miejscu zdarzenia.
Natomiast Mieczysław S., wbrew obowiązującym przepisom dotyczącym m.in. polowań, miał zezwolić myśliwym na oddanie strzału do zwierzyny w miocie, w terenie zalesionym i w odległości mniejszej od wymaganych co najmniej 100 m od naganiaczy. W efekcie doszło do śmiertelnego postrzału jednego z nich.
- Nie przyznaję się do popełnienia zarzucanego czynu - powiedział na sali rozpraw oskarżony 63-letni Mieczysław S., emerytowany wojskowy z Kołobrzegu.
W sądzie wyjaśniał, że przed polowaniem przeprowadził szkolenie z nagonką. Sprawdził ubiór, wyposażył w łączność i apteczkę medyczną. Główną odprawę przeprowadził, gdy na miejsce przyjechali myśliwi. Omówił wówczas zasady i regulamin polowania, w tym na jakie zwierzęta myśliwi będą polować, że jest całkowity zakaz strzału do zwierzyny płowej w miot, gdy nagonka jest poniżej 100 m, a także opuszczania stanowiska przez zakończeniem polowania.
Mieczysław S. przyznał, że nie zna języka duńskiego i niemieckiego. Nie był w stanie bezpośrednio komunikować się z myśliwymi. Na miejscu był tłumacz, który jego słowa przekładał na język angielski. W razie potrzeby do dyspozycji była tam także osoba mówiąca po duńsku. - Nikt z myśliwych nie zgłaszał, że nie rozumie zasad polowania, nikt nie zgłaszał uwag, nie miał pytań, zastrzeżeń - mówił w sądzie oskarżony.
To w grupie siedmiu myśliwych, których rozprowadzał Mieczysław S., był z numerem 7 Henrik B. To on miał strzelać, gdy wyskoczyły dziki. - Nie wyrażałem zgody na strzał myśliwego nr 7. (…) Decyzję o oddaniu strzału zawsze podejmuje myśliwy, to jego decyzja niezależna. (…) W mojej ocenie, był to przypadkowy, niekontrolowany strzał. Nie trafił w dzika, nie wiem, jak miał skierowaną broń. Jakby miał skierowaną na dzika, a ten był od niego bardzo blisko, to pocisk byłby w ziemi - zaznaczył Mieczysław S.
Na pytania swojego obrońcy adw. Wiesława Brelińskiego odpowiedział, że do 10 listopada 2019 r. miał za sobą organizację 20-30 polowań. - Nigdy nie zezwalałem na żadne odstępstwa od regulaminu polowania, bo jestem wyczulony na przestrzeganie zasad bezpieczeństwa - mówił oskarżony.
Dopytywany przez obrońcę Henrika B. mec. Gasperowicza o komunikację z uczestnikami polowania, wskazał, że „na polowaniu używamy sygnałów dźwiękowych, w postaci trąbki, na rozpoczęcie i na koniec polowania”.
Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 kwietnia. Chce wysłuchać dwóch pierwszych świadków i oskarżonego Henrika B., którego obrońca zapewniał w środę, że jego klient chce uczestniczyć w procesie.
Obu oskarżonym grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Prokuratorskie śledztwo trwało ponad pięć i pół roku. Zarzuty Mieczysławowi S. i Henrikowi B. przedstawiono w maju 2021 r., przy czym obywatel Danii usłyszał je i został przesłuchany w charakterze podejrzanego w ramach międzynarodowej pomocy prawnej wiele miesięcy później. Pomoc prawna była ponadto ponawiana ze względów proceduralnych. Zmienił się także prokurator prowadzący śledztwo.
W śledztwie uzyskano ekspertyzy m. in. z zakresu kryminalistyki, balistyki. Specjaliści, którym przekazano zabezpieczoną broń użytą w polowaniu i pocisk znaleziony w ciele naganiacza, wytypowali tę, z której oddany został zabójczy strzał. W konsekwencji ustalono jej użytkownika.
PAP/aj