Pod koniec stycznia koszalińskie schronisko dla zwierząt znalazło się w centrum internetowej burzy. Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj. Dziś pracownicy placówki oraz władze miasta mówią wprost: zarzuty się nie potwierdzają, a hejt uderza w osoby pomagające zwierzętom.
Jednym z zarzutów pojawiających się w internecie był rzekomo niejasny sposób adopcji, m.in. to, że nie można wejść do schroniska i swobodnie spacerować między boksami, w których przebywają psy. Daria Szmaro, behawiorystka ze schroniska w Koszalinie zaznacza, że ograniczenia te obowiązują ze względu na bezpieczeństwo ludzi i zwierząt.
- Wcześniej dochodziło do sytuacji, w których ktoś wrzucał kości do boksów, wkładał ręce między kraty albo, chcąc sprawdzić „poziom agresywności psa”, kopał w kraty boksu - zaznacza i dodaje: - Jeśli ktoś jest zainteresowany adopcją, ma możliwość zobaczenia konkretnych psiaków w boksach, ale nie może odbywać się to w ten sposób, że ktoś przychodzi i mówi: „Dzień dobry, chcę sobie tam pochodzić”. To generuje zagrożenie zarówno dla zwierząt, jak i ludzi. Psy mieszkają tutaj, więc czują się tak, jakby obcy wchodził na ich teren.
Wątpliwości dotyczyły także wolontariatu. Pojawiały się uwagi, że szkoleń jest zbyt mało. Jak podkreśla kierownik schroniska Iwona Lewandowska, w ubiegłym roku przeszkolono łącznie 116 osób, z czego 48 podpisało ze schroniskiem porozumienie. - Z tego 20 osób jest zupełnie nieaktywnych, a kolejne 20 przychodzi sporadycznie. Te liczby pokazują rzeczywiste zainteresowanie wolontariatem.
Dodała, że nabór wolontariuszy trwa przez cały rok, a cały proces podzielony jest na kilka etapów.
Wiceprezydent Koszalina Tomasz Bernacki poinformował, że ostatnia niezapowiedziana kontrola, która odbyła się 28 stycznia, nie wykazała żadnych nieprawidłowości. - Zwierzęta są dogrzane, karmione i leczone – powiedział.
W schronisku dla bezdomnych zwierząt „Leśny Zakątek” w Koszalinie przebywa obecnie 167 psów i 65 kotów. Budżet placówki na 2026 rok wynosi ponad 3 miliony złotych.
Monika Kwaśniewska/zn