43 lata temu trafili do wojskowych obozów internowania - zabrani z domów, zmuszeni do pracy i izolacji. Po trzech miesiącach odzyskali wolność. Dziś w Koszalinie uczczono pamięć działaczy opozycji z czasów PRL-u.
W listopadzie 1982 roku, pod pozorem ćwiczeń wojskowych, wielu działaczy „Solidarności” trafiło do wojskowych obozów internowania. Jak wyjaśnił Mieczysław Dekaban, który został osadzony w obozie w Czerwonym Borze, zamiast szkoleń czekała tam na nich ciężka praca fizyczna oraz polityczna indoktrynacja.
- To było po prostu upokorzenie ludzi, którzy chcieli coś odnowić w Polsce. Władza chciała tę energię „wygasić” - mówił.
Opozycjoniści, którzy trafili do obozów przez trzy miesiące mieszkali w nieogrzewanych namiotach i wagonach. Internowany w obozie w Chełmnie Jan Dembiński wspomina skrajnie trudne warunki, których nie każdy był w stanie przetrwać. - Była zima, więc warunki mieliśmy naprawdę ciężkie. Temperatura spadała do minus 20 stopni. U mnie w namiocie było na początku 16 osób, a zostały cztery. Reszta zachorowała.
Do wojskowych obozów internowania trafiło 1711 działaczy „Solidarności” i opozycjonistów. Obozy funkcjonowały m.in. w Budowie, Trzebiatowie, Unieściu i Chełmnie.
Monika Kwaśniewska/zn