Tunezyjczyk, który 19 grudnia porwał w Berlinie polską ciężarówkę i wjechał nią w tłum zabijając 12 osób, zażywał regularnie ecstasy i kokainę. Z raportu wynika też, że terrorysta przebywał w Berlinie przez kilka dni przed zamachem, a wcześniej wielokrotnie wyjeżdżał z Nadrenii Północnej-Westfalii do Belgii, gdzie prawdopodobnie kontaktował się z radykalnymi islamistami. W jego telefonie znaleziono jednak tylko dwa numery kontaktowe.
"Welt am Sonntag" ujawnia także, co znaleziono w plecaku Tunezyjczyka zastrzelonego przez włoskich policjantów pod Mediolanem. Miał przy sobie bilet kolejowy z Francji, holenderską kartę telefoniczną, niemiecki płyn do kąpieli, piankę do golenia i 1000 euro.
Amri, który wcześniej był karany we Włoszech, nie został z Niemiec deportowany do Tunezji, chociaż władze migracyjne odrzuciły jego wniosek o azyl. Islamski terrorysta poruszał się swobodnie po całych Niemczech, mimo, że przez służby uważały go za osobę niebezpieczną.
Redakcja/ar