W mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja na temat regulaminu obowiązującego w schronisku „Leśny Zakątek” w Koszalinie po tym, jak darczyńcy nie zostali wpuszczeni na teren placówki, gdzie znajdują się boksy ze zwierzętami.
Sprawa nabrała rozgłosu po wpisie opublikowanym przez koszalińską szkołę tańca. Jej właściciel Marcin Dubrownik poinformował, że po dostarczeniu darów nie mógł wejść na teren schroniska, aby zobaczyć zwierzęta i ewentualnie nagrać film promocyjny. Obecnie na teren koszalińskiej placówki mogą wchodzić wyłącznie pracownicy oraz wcześniej przeszkoleni wolontariusze.
- To bezsensowny regulamin; dopiero od 16 roku życia można wejść do schroniska. Nie można ich nawet skontrolować i zobaczyć, gdzie idą nasze pieniądze - dodał.
Kierownik „Leśnego Zakątka” Iwona Lewandowska wyjaśnia, że ograniczenie wstępu dla osób postronnych zostało wprowadzone na prośbę behawiorystów współpracujących z placówką. Ma ono na celu zmniejszenie stresu u zwierząt oraz zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa.
- Ci, którzy najlepiej znają te zwierzęta zauważyli, jak takie wizyty stresowały naszych podopiecznych. Starsze psy źle na to reagują, młodsze nadmiernie się pobudzają, a lękliwe chowają się i wycofują. Potem trudno wrócić do pracy, którą wcześniej się z nimi podjęło. Jest to po prostu marnowanie ogromu pracy behawioralnej - dodała.
Sprawie przygląda się również wiceprezydent Koszalina Tomasz Bernacki. Dziś odbyło się spotkanie, podczas którego przedstawiciel szkoły tańca przedstawił swoje wątpliwości. Wiceprezydent zapowiedział, że temat zostanie omówiony m.in. na posiedzeniu Rady ds. Zwierząt przy Prezydencie Koszalina, jednocześnie uspokajając opinię publiczną:
- Ostatnia kontrola przeprowadzona przez Powiatowego Inspektora Weterynarii miała miejsce w grudniu 2025 roku, a jej wyniki były dobre. Trzeba pamiętać, że w schronisku obowiązuje regulamin, który przede wszystkim ma chronić zwierzęta.
Schronisko przypomina, że obecnie przyjmuje wyłącznie dary w postaci karmy oraz koców. Inne tekstylia nie są czasowo odbierane z powodu braku miejsca magazynowego.
Katarzyna Chybowska/zn