
Prokurator Magdalena Kasperska z Prokuratury Rejonowej w Słupsku, zaznacza, że początkowo śledztwo było prowadzone w kierunku ciężkiego uszkodzenia ciała ze skutkiem śmiertelnym: - Postępowanie przygotowawcze nas przekonało, że to działanie - w postaci nieudzielenia pomocy dziecku przez kilka dni - można zakwalifikować jako spowodowanie śmierci, czyli zabójstwo.
W ocenie biegłego, lokalizacja oparzeń na ciele dziecka wskazywała, że do ich powstania doszło wskutek zadziałania co najmniej kilku litrów gorącej cieczy na ciało dziecka. Dziewczynkę musiały trzymać dwie osoby - jedna za ręce, jednocześnie podtrzymując głowę, a druga za stopy, by doszło do stwierdzonych oparzeń oszczędzających część głowy, ręce i stopy. Wykluczono możliwość oblania dziecka w pozycji stojącej, siedzącej lub leżącej gorącą wodą, a także to, że „oparzenia powstały w wyniku polewania czy chlapania dziecka gorącym strumieniem wody z kranu lub podczas kąpania dziecka w wannie w sposób typowy”. W toku śledztwa ustalono, że do poparzenia Róży doszło kilka dni przed jej śmiercią.
Z kwalifikacją czynu nie zgadza się obrońca oskarżonej: - Niewątpliwie mamy do czynienia z ogromną tragedią. Należy podejść z należytą pokorą do sprawy. Natomiast moje doświadczenie zawodowe wskazuje, że powinniśmy się wstrzymać z oceną przed prawomocnym wyrokiem. W ocenie obrony ta kwalifikacja jest błędna - zaznaczył adwokat Krzysztof Łopatowski.
Oskarżycielem posiłkowym jest babcia dziewczynki. Kobieta zaznacza, że miała kontakt z wnuczką, kiedy przebywała w rodzinie zastępczej: - Do dzisiaj nie mogę dojść do siebie po tej tragedii. Oskarżeni nie wyglądali na osoby, które mogły coś takiego zrobić.
Sąd Okręgowy w Słupsku wyłączył jawność rozprawy. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Marcin Turalski/PAP






