Pomysł zakłada m.in. montaż budek dla wiewiórek, punktów dokarmiania oraz stworzenie przestrzeni sprzyjającej życiu zwierząt - poinformował Michał Żuber, dyrektor Zarządu Dróg i Transportu w Koszalinie.
Jak zaznaczył, miasto chce także współpracować z lokalnymi lecznicami i klinikami weterynaryjnymi, aby w przyszłości zasilać parki wiewiórkami, które trafiły tam po leczeniu. - Mamy też pomysł, żeby nie tylko sprowadzać tu młode wiewiórki, bo nie wiadomo, czy wszystkie przeżyją, ale także wykorzystać możliwość współpracy z lecznicami. Często trafiają do nich ranne zwierzęta. Chcemy podjąć współpracę z placówkami w okolicy, żeby, jeśli będzie taka możliwość i potwierdzi ją raport, po wyleczeniu mogły trafiać do naszych parków i w ten sposób zasilać tutejszą populację wiewiórek.
Dagny Nowak-Staszewska z Nadleśnictwa Karnieszewice poinformowała, że wiewiórki żyją nie tylko w lasach, ale także na terenach zurbanizowanych. Dodała, że aby ich populacja mogła się rozwijać w miastach, konieczne jest zapewnienie im odpowiednich warunków.
- Żeby wiewiórki miały szansę zwiększenia populacji w Koszalinie, muszą mieć przede wszystkim odpowiednią bazę pokarmową, czyli dojrzałe, stare drzewa - buczyny, dęby. Muszą być też zachowane korytarze ekologiczne między parkiem a lasem na Górze Chełmskiej. No i musi być mniejsza liczba wolno żyjących kotów, które są dla wiewiórek niebezpiecznymi drapieżnikami.
Nie wszystkim mieszkańcom podoba się pomysł sprowadzenia wiewiórek do koszalińskich parków. Jedna z mieszkanek zwracała uwagę, że miasto ma ważniejsze potrzeby. - Wiewiórki niech będą, fajne zwierzątka, ale czy to coś zmieni?
Inna mieszkanka oceniła pomysł pozytywnie. Jak mówiła, oswojone wiewiórki mogą być dodatkową atrakcją miejskich parków. - Czasami są tak oswojone, że potrafią jeść z ręki. Jest to naprawdę duża atrakcja i myślę, że to jest na plus dla miasta, bo jednak są to takie miejskie wiewiórki.
Raport naukowy dotyczący reintrodukcji wiewiórek w Koszalinie ma kosztować kilkanaście tysięcy złotych, ale data i koszty sprowadzenia zwierząt nie są jeszcze znane.
Radosław Zmudziński/lp