fot. archiwum prk24/PAP/Piotr Kowala/ed.prk24

Przed Sądem Rejonowym w Słupsku w czwartek rozpoczął się proces Piotra G. oskarżonego o podpalenie willi w Koszalinie, w której było m.in. przedszkole, a także o podłożenie ognia w klatce schodowej kamienicy i w pobliskim śmietniku. 45-latek przyznał się do zarzucanych czynów, nie składał wyjaśnień.

Do serii pożarów w Koszalinie doszło rankiem 27 kwietnia 2025 r. Płonęła zabytkowa willa przy ul. Piłsudskiego, w której mieściło się m.in. niepubliczne przedszkole „Zaczarowany pałacyk” i pokoje do wynajęcia. Ogień pojawił się także w klatce schodowej kamienicy przy ul. Matejki i w pobliskiej wiacie śmietnikowej.

W czwartek rozpoczął się proces Piotra G. oskarżonego o dokonanie podpaleń. Na sali rozpraw stawił się oskarżony i jedna z kilkunastu pokrzywdzonych - prowadząca przedszkole, którego siedziba została zniszczona w pożarze.

45-latek odpowiada przed sądem, jak wskazała w zarzutach z aktu oskarżenia prok. Monika Lachowicz, za sprowadzenie pożaru zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach i życiu lub zdrowiu wielu osób oraz za zniszczenie mienia poprzez podpalenie.

Właściciel willi przy ul Piłsudskiego, jak wynika z aktu oskarżenia, poniósł szkodę na kwotę 1,8 mln zł. Centrum Diagnostyczno-Rehabilitacyjne, które prowadziło w budynku przedszkole, wyceniło ja na ponad 95 tys. zł, mieszkający w nim lokatorzy straty oszacowali na kwoty od ponad 250 zł do 5 tys. zł.

Natomiast wspólnota mieszkaniowa i Zarząd Budynków Mieszkalnych szkodę w kamienicy przy ul. Matejki wycenili na ponad 98 tys. zł. W jednym z mieszkań oszacowano ją na kwotę 3 tys. zł, w lokalu użytkowym na 59 tys. zł.

Bezrobotny, zadłużony Piotr G. przyznał się przed sądem do wszystkich zarzucanych mu czynów. Nie kwestionował ustaleń faktycznych dokonanych w śledztwie. Nie chciał wyjaśniać. W sądzie powiedział jedynie, że od czasu pożaru nie pije alkoholu, uczęszcza na zajęcia odwykowe do Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Gdy dokonywał podpaleń był pijany i nie wiedział, że przez jego działanie „mógł ktoś tam ucierpieć”.

W odczytanych przez przewodniczącego rozprawie asesora Stefana Daniluka wyjaśnieniach oskarżonego ze śledztwa ten mówił, że nie pamięta większości tego, co robił w nocy z 26 na 27 kwietnia 2025 r. Był z siostrą w piwnicach willi, którą potem podpalił. Według oskarżonego działała tam dyskoteka.

„Bardzo żałuję tego, co zrobiłem. Nie miałem świadomości, że moje działanie może zagrażać życiu ludzi, że spowoduje takie szkody. (…) Nie wiedziałem, że tam jest przedszkole i mieszkają ludzie” - odczytywał asesor wyjaśniania Piotr G. składane na etapie śledztwa, które oskarżony podtrzymał na rozprawie.

Z uwagi na to, że Piotr G. przyznał się do zarzucanych czynów, nie zakwestionował ustaleń faktycznych, prokurator nie wyraził sprzeciwu i strony nie złożyły wniosków dowodowych, sąd postanowił ujawnić bez wzywania świadków na rozprawę ich zeznania składane w postępowaniu przygotowawczym.

Termin odroczonej rozprawy sąd wyznaczył na 4 września.

45-latkowi, który był już wcześniej karany za podpalenia, grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Gdy doszło do podpalenia willi, przedszkolaków w niej nie było. Byli w niej śpiący lokatorzy. Dym wydobywający się z budynku zauważył przejeżdżający patrol policji. Funkcjonariusze zatrzymali się i ruszyli do willi, by ewakuować z niej ludzi. Pomógł im w tym mężczyzna z budynku obok. Budzili lokatorów. Ewakuowali 10 osób, w tym kilkoro dzieci. Zaalarmowali straż pożarną.

Kamienicę przy ul. Matejki mieszkańcy opuścili sami, jeszcze przed przybyciem służb.

Piotr G. został zatrzymany 28 kwietnia ub.r. W ustaleniu tożsamości mężczyzny pomógł monitoring. Na nagraniu jednej z kamer było widać, jak mężczyzna przeskakuje przez płot i podkłada ogień. 30 kwietnia usłyszał prokuratorskie zarzuty. W grudniu ub.r. Prokuratura Rejonowa w Koszalinie skierowała akt oskarżenia do koszalińskiego sądu. Z informacji uzyskanych przez PAP w kwietniu br. od rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ewy Dziadczyk, koszalińscy sędziowie wyłączyli się z orzekania, ponieważ jednym z poszkodowanych w sprawie jest mąż sędzi Sądu Rejonowego w Koszalinie. Postanowieniem Sądu Okręgowego w Koszalinie sprawę rozpoznaje słupski sąd rejonowy. 

PAP/zn

.

Czytaj więcej