Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej szuka miejsc pochówku ofiar niemieckiego obozu, który do lutego 1945 r. funkcjonował w Kallies, czyli dzisiejszym Kaliszu Pomorskim. Prokurator szacuje, że zginęło tam kilkudziesięciu więźniów z Polski, Czech, Holandii, Belgii, Francji.
Obóz koncentracyjny Ravensbrück, znajdujący się 80 km na północ od Berlina, współtworzyła sieć ponad 40 podobozów dla kobiet i mężczyzn, m.in. na terenie obecnego województwa zachodniopomorskiego, w Chojnie, Stargardzie i Kaliszu Pomorskim. W tej ostatniej lokalizacji w lesie na obrzeżach miasta przez kilka dni pracowali archeolodzy, antropolog i policyjny technik kryminalistyki.
- Przeszukiwane były wytypowane miejsca pochówku więźniów. Z ustaleń śledztwa wynika, że życie w tym podobozie straciło co najmniej kilkanaście osób. Szacujemy, że mogła to być liczba większa, kilkadziesiąt osób - powiedział PAP prok. Krzysztof Bukowski z oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Szczecinie, delegatury w Koszalinie.
Bukowski od 2017 r. prowadzi śledztwo IPN w sprawie KL Ravensbrück, wyjaśnia m.in. okoliczności zbrodni popełnionych na więźniach. W rozmowie z PAP zastrzegł, że w Kaliszu Pomorskim funkcjonował mały podobóz, sześć-osiem baraków. Przebywało w nim od 400 do 1000 mężczyzn. Wykonywali niewolniczą pracę na potrzeby pobliskiej fabryki firmy Gerätewerk Pommern. Z dokumentacji i zeznań świadków wynika, że produkowane tam były zapalniki do rakiet V1 i V2. - W innych relacjach jest mowa o częściach do tych rakiet - zaznaczył.
Bukowski podkreślił, że w podobozie mogła być „duża rotacja”, bo więźniowie umierali z powodu chorób, głodu. Odbywały się także egzekucje. Śledczy IPN szukają zbiorowych mogił i pojedynczych grobów. Miejsca wytypowano na podstawie zdjęcia lotniczego z 1950 r., zeznań świadków oraz szkicu obozu znalezionego w 1977 r. (Na dokumencie umieszczonym w butelce jest podpis „Jóźwiak” i data 1943 r.). - Te materiały przekazaliśmy biegłemu z zakresu geodezji, geometrii, fotogrametrii – wyjaśnił Bukowski.
Biegły przygotował opinię, wskazując na możliwe miejsca grzebalne. M.in. kilkadziesiąt anomalii terenu w formie rowów. - Nie natrafiliśmy na szczątki. Wydobyto tylko różne przedmioty, takie jak łyżka, syrena obozowa, dużo łusek karabinowych, pistoletowych, naboi – wyliczył Bukowski.
Prokurator podkreślił, że śledztwo trwa, będą podejmowane kolejne prace poszukiwawcze. Bukowski liczy na nowe materiały dowodowe, m.in. z zagranicy. - Może w innych archiwach są inne dokumenty, zdjęcia, których do tej pory nie udało nam się zdobyć. Potrzebne są zdjęcia z tamtego okresu – wyjaśnił Bukowski.
IPN współpracuje z podobnymi instytucjami z kilku krajów. - Mamy dane więźniów belgijskich i holenderskich, którzy tutaj zmarli. Ustalamy dane więźniów czeskich i francuskich – poinformował.
Kierownikiem badań archeologicznych prowadzonych w Kaliszu Pomorskim jest dr Dawid Kobiałka. Uczestniczy w nich również antropolog dr Joanna Wysocka.
- Badania miały charakter inwazyjny. Polegały na wykonaniu serii wykopów sondażowych, o łącznej długości ponad 200 metrów. Równocześnie prowadzono badania powierzchniowe za pomocą wykrywaczy metali - powiedział PAP Kobiałka. - Weryfikacja wytypowanych miejsc przyniosła wynik negatywny, nie znaczy to jednak, że na najbliższym terenie grobów nie ma – ocenił.
Artefakty znalezione przez archeologów w śledztwie traktowane są jak dowody. Skanowanie 3D, dokładna inwentaryzacja, nanoszenie danych na mapy podlega później szczegółowej analizie, interpretacji. - Koncentracja łusek może wskazywać na miejsca egzekucji. Stąd w pracy naukowej, w pracy śledczej nie chodzi nam o pozyskiwanie przedmiotów jako takich, tylko informacji, które za tymi artefaktami się kryją – podkreślił Kobiałka.
Podobóz w Kaliszu Pomorskim istniał co najmniej od lipca 1944 r. do lutego 1945 r. Nie zachowały się listy transportowe, więc nie wiadomo, ilu więźniów poszczególnych nacji tam przebywało. Ustalono natomiast, że pierwszym lekarzem obozowym był Francuz, a później Czech. Pomagał im polski pielęgniarz. Protokoły z jego przesłuchań przeanalizował IPN.
W obozie było sześć-osiem baraków. Teren 200 na 200 m otoczono drutem kolczastym, zbudowano bunkry i wieże wartownicze. Strażnikami byli esesmani.
Frauen-Konzentrationslager Ravensbrück działał od 1939 do 1945 r. Najliczniejszą grupę (40 tys.) wśród ok. 130 tys. więźniarek stanowiły Polki. Umierały z wycieńczenia, głodu, chorób. Ok. 200 zostało rozstrzelanych. W 1943 r. za obozowym murem zbudowano krematorium. Na początku 1945 r. uruchomiono komorę gazową. Łączną liczbę ofiar KL Ravensbrück historycy szacują na 40-50 tysięcy.