fot. Natalia Pańczyszyn

To nie był udany prezent urodzinowy. Gdy Natalia skończyła 32 lata i świętowała urodziny, usłyszała diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna. W takiej chwili nie ma miejsca na świętowanie ani „dmuchanie świeczek”. Trzeba było podjąć trudną decyzję - rozpocząć długie i wymagające leczenie oraz walkę o życie.

Miała dla kogo walczyć - w domu czekało na nią dwoje małych dzieci i mąż.

Dziś Natalia Pańczyszyn jest po przeszczepie szpiku kostnego. Wróciła już do pracy, choć wciąż przed nią wiele dni troski o zdrowie i dalszej rekonwalescencji. Czeka też na możliwość poznania swojego dawcy, „brata bliźniaka”.

Jak sama mówi, ktoś podarował jej część siebie, dzięki czemu żyje. Ktoś oddał szpik, a dzięki temu jej mąż wciąż ma żonę, a dzieci mamę. Ona po prostu może żyć dalej.

Posłuchaj

„Nigdzie się stąd nie wybieram” - Renata Pacholczyk