Zamykane magnetycznie saszetki, do których po przyjściu do szkoły uczniowie wkładają swoje wyłączone telefony i odblokowują po zakończeniu lekcji - takie rozwiązanie, które jeden z rodziców zaobserwował Wielkiej Brytanii, wprowadzono w Szkole Podstawowej w Mielenku Drawskim.
- Sporo problemów wokół telefonów narastało - przyznaje dyrektor szkoły Wiesława Hnatewicz. O interwencję prosili ją i nauczyciele, i rodzice uczniów. Dlatego na jednym ze spotkań z rodzicami spytała, czy jest możliwość ograniczenia używania telefonów i uzyskała zgodę.
Telefony „czekają” w saszetkach na na zakończenie lekcji. W pilnych sytuacjach, za zgodą nauczyciela, uczeń może z niego skorzystać. Z kolei rodzice, gdy muszą skontaktować się z dzieckiem, dzwonią do szkolnego sekretariatu.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. - Na szkolne korytarze wróciło życie. Uczniowie rozmawiają ze sobą, śmieją się, czasem kłócą, ale tak powinna wyglądać szkoła - mówi Wiesława Hnatewicz.
Uczniowie przyzwyczaili się już do spędzania czasu bez mediów społecznościowych i gier. Co więcej, sami dostrzegają plusy takiego rozwiązania. - Na pewno więcej ze sobą rozmawiamy - słyszymy od nich.
W środę 18 marca minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała, że trwają prace nad przepisami wprowadzającymi zakaz używania telefonów w szkołach podstawowych. Zakaz ma wejść w życie od września. W Mielenku Drawskim obowiązuje od maja ubiegłego roku.
pg/zas