W przemówieniu, wiceprezydent Koszalina Sebastian Tałaj podkreślił, jak wiele rotmistrz dokonał w imię wolności naszego kraju - nie tylko jako żołnierz podziemia niepodległościowego. Przypomniał również, że na pełne uhonorowanie jako bohater musiał czekać aż do 1990 roku.
Męstwo, bohaterstwo, patriotyzm - to najwyższe wartości, którymi kierował się rotmistrz oraz żołnierze wyklęci - zaznaczył Sebastian Tałaj. - Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w walkach wrześniowych, sam zgłosił się do obozu Auschwitz, gdzie robił notatki na temat traktowania więźniów. Brawurowo zbiegł z obozu. Brał także czynny udział w powstaniu warszawskim, był też emisariuszem wodza naczelnego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Był więźniem, a później ofiarą esbeckiej katowni - wskazał wiceprezydent Koszalina upamiętniając rotmistrza Pileckiego.
W oficjalnych obchodach Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych w Koszalinie udział wzięło zaledwie około 30 osób. Profesor Michał Polak z Politechniki Koszalińskiej przyznał, że to bardzo trudna rocznica, gdyż ta część historii wciąż budzi ogromne emocje i spory: - Nie byli to w stu procentach kryształowi żołnierze. Spotykali się z ogromnym atakiem propagandy sowieckiej, różnymi prowokacjami, co historycy są w stanie potwierdzić. Zdarzali się ludzie, którzy nadużywali władzy, nie wytrzymywali presji. Walczyli natomiast z systemem, a każda walka z bronią w ręku niesie ofiary.
Dziś w Koszalinie odbędzie się także spotkanie w ramach cyklu „Przystanek Historia”, poświęcone żołnierzom drugiej konspiracji ze środkowego Pomorza. Początek o godzinie 17 w siedzibie IPN przy ulicy Zwycięstwa.
Katarzyna Chybowska/aj