fot. Wody Polskie
Na odcinku ujściowym Wisły w czwartek ma się rozpocząć akcja lodołamania prowadzona przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Chodzi o przygotowanie koryta rzeki na spodziewany spływ lodu z południa kraju i zapobieganie powstawaniu niebezpiecznych zatorów lodowych.

Jak wyjaśnił rzecznik RZGW w Gdańsku Bogusław Pinkiewicz, decyzja o rozpoczęciu działań wynika z aktualnej sytuacji hydrologicznej i meteorologicznej: - Są chwilowo sprzyjające warunki. To jest konieczność, ponieważ na południu kraju są roztopy, następuje tam powolne ocieplenie. Jednocześnie lód znajduje się także na zbiorniku we Włocławku. Musimy jak najszybciej przygotować się do zrzutu tego lodu, który może spłynąć z południa do nas. Musimy utorować drogę dla tego lodu do Zatoki Gdańskiej - podkreślił Pinkiewicz.


Jak zaznaczył, służby muszą działać szybciej niż zwykle: - Z reguły lodołamanie zaczyna się wtedy, gdy jest ciepło. My korzystamy z krótkiego okna pogodowego. Chcemy przygotować front robót do lodołamania przy trwałej odwilży i spływie lodu z południa kraju - wyjaśnił.

Lodołamacze wyruszą Martwą Wisłą na Zatokę Gdańską, by od strony morza wpłynąć do ujścia Wisły i rozpocząć kruszenie pokrywy lodowej w górę rzeki. Zgodnie z planem pierwszego etapu jednostki mają dotrzeć do rejonu Korzeniewa.

Obecnie pokrywa lodowa na Dolnej Wiśle ma ok. 200 km długości. - Tego lodu do połamania jest dużo, więc trzeba szybko zacząć - dodał rzecznik.

W pierwszej fazie do działań skierowane zostaną lodołamacze o małym zanurzeniu, przystosowane do pracy przy niskim stanie wód. Na rzece pracować będą jednostki liniowe: Nerpa, Manat, Narwal oraz Rekin. Jeśli pozwolą na to warunki i odpowiednia głębokość wody, w kolejnej fazie do akcji może dołączyć lodołamacz czołowy Puma. Po dotarciu jednostek do Przegaliny do zespołu mają dołączyć także lodołamacze liniowe Tygrys i Foka.

Rzecznik RZGW zwrócił uwagę, że brak działań mógłby doprowadzić do powstania niebezpiecznych zatorów lodowych.

- Lód zacząłby spływać sam pod wpływem temperatury. Mógłby zatrzymać się np. na łasze, na konarze czy pniu drzewa i wtedy powstałby zator. Taki zator działa jak korek – blokuje koryto rzeki do dna, a woda zaczyna płynąć bokiem. Nie ma wału przeciwpowodziowego, który wytrzymałby napór całej wody z Wisły. Dlatego lodołamacze kruszą lód i wprawiają go w ruch, zanim dojdzie do spiętrzenia - wyjaśnił Pinkiewicz.

Według wstępnych założeń akcja może potrwać do 10 lutego, jednak – jak podkreślił rzecznik – jej przebieg uzależniony będzie od warunków pogodowych i sytuacji na rzece: - Wisła nie czyta naszych prognoz. Będziemy obserwować sytuację i kontynuować działania tak długo, jak będzie to możliwe. W optymistycznym scenariuszu chcielibyśmy dopłynąć do Korzeniewa i tam zrobić przystanek - powiedział rzecznik RZGW w Gdańsku.

Prognozy wskazują, że w dniach 9–11 lutego, mimo utrzymujących się ujemnych temperatur, południowy wiatr może sprzyjać przemieszczaniu się kry lodowej w kierunku Zatoki Gdańskiej. Wody Polskie podkreślają, że skuteczne lodołamanie wymaga jednocześnie odwilży oraz odpowiedniego stanu wód, co umożliwia bezpieczne kruszenie i spływ lodu.

Instytucja przypomina także o zasadach bezpieczeństwa i apeluje o niewchodzenie na zamarznięte akweny. Pokrywa lodowa – nawet jeśli wygląda na stabilną – może być niebezpieczna i stanowić zagrożenie dla życia.

PAP