Znalezione w lesie w Świnoujściu, ok. 600 metrów od brzegu Bałtyku, części bombowca z czasów II wojny światowej mogą wskazywać miejsce spoczynku trzech zaginionych brytyjskich lotników. Sprawdzają to już służby wojewody, planowane są tzw. badania sondażowe.
Rekonesans leśnego wąwozu w pobliżu plaży przeprowadziła dyrektor wydziału spraw obywatelskich Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego Mariola Cieśla i pracownicy Muzeum Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. Dwa tygodnie temu odnaleziono tam kilkadziesiąt części brytyjskiego samolotu z czasów II wojny światowej. Muzealnicy przypuszczają, że jest to miejsce katastrofy Lancastera, zestrzelonego w sierpniu 1944 r
- Największą wartością tego przypadkowego znaleziska jest to, że może to być mogiła wojenna. Mówię o wartości kulturowej, przywrócenia pamięci o tych zaginionych lotnikach - podkreślił w rozmowie z PAP dyrektor MOW Piotr Piwowarczyk.
Dyrektor wyjaśnił, skąd hipoteza, że natrafiono na miejsce katastrofy alianckiego samolotu, który 84 lata temu zestrzeliła obrona przeciwlotnicza ówczesnej twierdzy - Festung Swinemünde.
- W sierpniu 1944 r. trzy brytyjskie Lancastery uczestniczyły w akcji minowania wejścia do portu w Świnoujściu. Bombowce przyleciały, aby zrzucić wielkie, półtonowe miny Mark IV, Mark V, Mark VI. Wiadomo, że jeden z samolotów został zestrzelony w tym rejonie – powiedział Piwowarczyk.
Zaznaczył, że meldunki opisujące to zdarzenie zachowały się w archiwach. Według obserwatorów, żołnierzy niemieckich, w wyniku eksplozji tylna część samolotu miała wpaść do wody, a pozostała część kadłuba nurkowała w kierunku lądu.
Piwowarczyk zwrócił uwagę na lokalizacje ciężkich min lotniczych znajdowanych podczas przygotowań do rozbudowy świnoujskiego portu i pogłębiania toru wodnego. Ponadto przypomniał, że w 2009 r. lokalni rybacy, zaciągając sieci, wydobyli z morza duży fragment skrzydła, o długości 5 metrów i szerokości 2 m. Znajdowało się ono około 1 km od miejsca, w którym teraz spod leśnej ściółki i warstwy ziemi wydobyto aluminiowe blachy i wypaloną amunicję, rozpoznaną jako 303 British, czyli kaliber stosowany m.in. w lotniczych karabinach maszynowych Browning.
- Jeśli złożymy to w całość, to mamy historię siedmiu ludzi w wielkiej maszynie, z których trzech do dziś leży w bezimiennej mogile, być może tuż pod naszymi stopami – powiedział Piwowarczyk.
Rzut oka na mapę Świnoujścia i okolic pozwala stwierdzić, że ta wersja wydarzeń jest prawdopodobna. Piwowarczyk, oprowadzając po lesie, zwrócił uwagę na nienaturalny lej, pofałdowanie skarpy, brak starych drzew na obszarze kilku tys. m kw. Poinformował również, że badania ferromagnetyczne w rejonie znaleziska, wskazały, iż w ziemi znajduje się więcej przedmiotów wykonanych z metali.
Pewne jest także to, że wydobyte dotychczas części są produkcji brytyjskiej, na co wskazują m.in. odległości między nitami, widoczne na niektórych elementach. Kluczowym dowodem jest rurka bezszwowa, typowa dla maszyn lotniczych.
- Dzięki znalezieniu rurki ze złączem typu Avimo używanym w silnikach Rolls Royce’a wiemy, że jest to fragment brytyjskiego samolotu – wyjaśnił Wiktor Czeszewski z MOW, który jako pierwszy identyfikował część przyniesione do muzeum. - Nie mamy stuprocentowej pewności, jaki to model samolotu, ale najprawdopodobniej Lancaster – dodał.
Na rurce, która była częścią systemu wysokociśnieniowego silników Rolls-Royce, znajduje się tabliczka znamionowa ze znakami systemu identyfikacji RAF (Royal Air Force - Królewskie Siły Powietrzne).
Piwowarczyk zastrzegł, że dopóki nie zostaną przeprowadzone profesjonalne prace poszukiwawcze, można mówić, iż „z dużym prawdopodobieństwem” znaleziono szczątki właśnie tego samolotu, który został zestrzelony w sierpniu 1944 r. Wiadomo, że jego załoga liczyła siedem osób. Trzy z nich nadal uznawane są za zaginione.
Dlatego służby Wojewody Zachodniopomorskiego wszczęły procedury wg przepisów o ochronie cmentarzy i grobów wojennych. Dyrektor Cieśla poinformowała PAP, że przy badaniu potencjalnego miejsca spoczynku brytyjskich żołnierzy ZUW będzie współpracował m.in. z Instytutem Pamięci Narodowej, Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków i właścicielem terenu, czyli Zarządem Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.
W środę po południu urzędniczki wykonały zdjęcia wystających z ziemi aluminiowych blach, sporządziły notatki, by przygotować dokumenty, które pozwolą rozpocząć formalne poszukiwania. Cieśla wyjaśniła, że tzw. badania sondażowe, z udziałem specjalistów archeologii wojennej, powinny dość szybko potwierdzić lub wykluczyć, że jest to miejsce katastrofy Lancastera zestrzelonego w 1944 r.
- Pół hektara, dużo pracy, ale trzech pilotów, trzy istnienia ludzkie, trzech bohaterów, którzy czekają na przywrócenie pamięci. Wydaje mi się, że to jest akcja, która ma bardzo głęboki wymiar i jest ona po prostu naszym wspólnym obowiązkiem – podsumował Piwowarczyk.
W końcowej fazie II wojny światowej porty w Świnoujściu i Szczecinie były regularnie bombardowane przez alianckie lotnictwo. W ówczesnym Swinemünde znajdowała się baza Kriegsmarine, broniły jej m.in. baterie artylerii przeciwlotniczej. Fortyfikacje, schrony, tzw. Podziemne Miasto, są dziś atrakcjami turystycznymi.
Ciężki bombowiec Avro Lancaster był produkowany seryjnie od października 1941 r. Napędzany czterema silnikami Rolls-Royce Marlin samolot, o rozpiętości skrzydeł 31 m, mógł zabrać ładunek masie ponad 6 ton. Do 1946 r. zbudowano prawie 7,4 tys. tych bombowców.
PAP/zn
.