Niejasne zasady zatrudnienia i preferencyjne umowy z kołobrzeskim szpitalem przy trudnej sytuacji ekonomicznej placówki - to, między innymi, zarzucili dziś na konferencji prasowej posłowi PO Markowi Hokowi członkowie rady społecznej szpitala - Henryk Carewicz i Sławoj Kigina.

Poseł zapowiedział, że swoje stanowisko przedstawi po powrocie do Kołobrzegu. Sławoj Kigina podkreśla, że dopiero po niemal dwóch latach i dwóch wyrokach Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego otrzymał ze szpitala dokumentację dotyczącą zatrudnienia posła w szpitalu.

- Z tych umów wynika tylko tyle, że pan Hok zarabia 4 tysiące złotych. Ma płacone za dyżury od 900 do 1200 złotych. Pan doktor dzierżawi od szpitala pomieszczenia, za które płacił 100 zł, a teraz 50 zł. Pracuje też w szpitalu wojewódzkim w Koszalinie, w Ustroniu Morskim. Jest też posłem - mówi Sławoj Kigina. Zdaniem Henryka Carewicza i Sławoja Kiginy nie do końca określona jest też funkcja posła Hoka w szpitalu, który ich zdaniem przedstawia się jako: lekarz, konsultant, a czasem jako doradca ds. ISO.

Poseł Marek Hok zaznaczył, że do kwestii poruszanych podczas wtorkowej konferencji członków rady społecznej szpitala ustosunkuje się po powrocie do Kołobrzegu.

- W szpitalu kołobrzeskim pracuję od 1985 roku. Pracuję więc tu całe życie. Zajmowałem już różne stanowiska. Żałuję tylko, że pan Kigina nie rozmawiał ze mną osobiście. Jestem dostępny i na wszystkie jego pytania mogłem dać mu odpowiedź - mówi Marek Hok.

Henryk Carewicz, który jest jednocześnie wojewódzkim radnym z ramienia PiS, zapowiedział, że kwestię wyjaśnienia sprawy zatrudnienia posła w kołobrzeskim szpitalu skierował do komisji rewizyjnej sejmiku. Szpital w Kołobrzegu jest jednostką samorządu wojewódzkiego.

kk

Posłuchaj

Sławoj Kigina, członek rady społecznej kołobrzeskiego szpitala
Marek Hok, poseł Platformy Obywatelskiej