fot. pixabay.pl
Mike Wrathmall mieszka w Billingham przy bardzo ruchliwej drodze. Od dawna skarżył się, że przejeżdzający obok jego domu kierowcy stale przekraczają dozwoloną prędkość. Zgłaszał problem miejscowej policji, ale ta - jego zdaniem - nie umiała sobie poradzić z piratami drogowymi. W końcu wziął się na sposób i w rogu swojej działki postawił słupek, a na nim umieścił budkę dla ptaków. Jej wygląd sprawił, że kierowcy zdejmują nogę z gazu.

W wywiadach dla kilku brytyjskich serwisów, Mike Wrathmall wyznał, że na materiały do zbudowania sporej skrzynki, wieńczącej teraz słupek, wydał 30 funtów (czyli ok. 164 zł). Pomalował ją na żółto i szaro, tak by przypominała fotoradar. Jednak upiera się, że to nadal domek dla ptaków. Mogą one gnieździć się w środku, wchodząc i wychodząc przez nieduży okrągły otwór, który wygląda… a jakże, niczym obiektyw. Pomysłowy Brytyjczyk nie ukrywa jednak, że budkę zrobił głównie z myślą o... bezpieczeństwie swoich córeczek, 5-letniej Grace i 10-letniej Mahali.

Mieszkaniec Billingham mówi, że na efekty nie musiał czekać długo. Do tej pory kierowcy szarżowali na odcinku drogi przed jego domem, mimo że obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 30 mil na godzinę (48 km/h). Teraz, na widok jego budki dla ptaków, wszyscy wyraźnie zwalniają. Według Wrathmalla z jego inicjatywy zadowoleni są też sąsiedzi.

- Wielu ludzi mieszkających przy tej ulicy narzeka na prędkość samochodów. Warto było coś zrobić, zamiast tylko narzekać. Prawdopodobnie wszyscy okoliczni kierowcy już wiedzą, gdzie to jest, ale tych spoza miasta konstrukcja może skłonić do namysłu. A odrobina wątpliwości to czasem wszystko, czego trzeba - dodał.

Osobliwa budka przyciągnęła nie tylko uwagę kierowców, ale też kilku sikorek modrych, spełnia więc dwie funkcje. Do tego stała się też czymś w rodzaju atrakcji turystycznej - wielu kierowców zatrzymuje się przy niej, by zrobić pamiątkowe zdjęcie. Miejscowa policja pytana o tę sprawę oświadczyła, że pomysłowy mieszkaniec Billingham nie dopuścił się wykroczenia.

PAP/aj