fot. archiwum prk24
Na karę siedmiu lat więzienia Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał w czwartek mieszkańca gminy Smołdzino, oskarżonego o wieloletnie znęcanie się nad żoną i jej zabójstwo. Sąd zmienił kwalifikację karną czynu na łagodniejszą dla mężczyzny. Wyrok jest prawomocny.

Sąd apelacyjny uznał 63-letniego Romana R. za winnego tego, że od stycznia 2014 r. do połowy września 2019 r. znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną, a we wrześniu 2019 r. dotkliwie ją pobił po głowie i innych częściach ciała.

Sąd uznał, że oskarżonemu należy przypisać przestępstwo m.in. z art. 156, paragraf 1 kodeksu karnego. Wynika z niego, że kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu lub długotrwałą chorobę realnie zagrażającą życiu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż trzy lata.

W październiku ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Słupsku skazał mężczyznę na 12 lat więzienia, zmieniając przy tym w istotny sposób kwalifikację czynu z zarzutu zabójstwa na usiłowanie zabójstwa. Apelację od wyroku złożyli obrońca oskarżonego oraz prokuratura. Obrońca wniósł o uznanie Romana R. winnym tylko jednorazowego pobicia małżonki, które spowodowało u niej problemy zdrowotne poniżej siedmiu dni. Prokuratura zawnioskowała zaś w apelacji o uchylenie wyroku sądu niższej instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Na ostatnim etapie postępowania przed sądem apelacyjnym prokuratura postanowiła wycofać swoją apelację.

- Ustalenia, których dokonywał sąd drugiej instancji nie odbiegają w zasadniczej części od tego, co zostało dokonane przed Sąd Okręgowy w Słupsku. Zmiana kwalifikacji karnej czynu i wyeliminowanie z zarzutu zabójstwa oraz skutku śmiertelnego jest wynikiem ewidentnych zaniedbań na etapie postępowania przygotowawczego. Przeprowadzający sekcję zwłok biegły sądowy nie pobrał próbek tkanek, które w takich sytuacjach rutynowo się pobiera - powiedział w uzasadnieniu wyroku przewodniczący składu sędziowskiego sądu apelacyjnego Włodzimierz Brazewicz.

Przypomniał, że te błędy wymieniła w czerwcu przed sądem apelacyjnym biegła z zakresu medycyny sądowej Jolanta Wilmanowska. Mówiła, że osoba wykonująca sekcję zwłok Grażyny R. „nie stwierdziła widocznych zmian, które tłumaczyłyby przyczynę zgonu pokrzywdzonej”, a jednocześnie nie pobrała ze zwłok wycinków różnych organów do badań mikroskopowych.

Pytana przez sąd apelacyjny, czy jest szansa, aby po ewentualnej ekshumacji pobrać z ciała pokrzywdzonej odpowiednie wycinki narządów i jednoznacznie ustalić przyczyny jej śmierci, odpowiedziała, że półtora roku po zgonie zmiany pośmiertne w organach są już na tyle zaawansowane, że takie działanie byłoby bezcelowe.

- W świetle opinii biegłej sąd apelacyjny musiał poprzestać na tym materiale, który bezsprzecznie wynika z akt sprawy i zastosować regułę, że nie dające się usunąć wątpliwości muszą być tłumaczone na korzyść oskarżonego. Nie dającą się usunąć wątpliwością było to, czy istnieje związek przyczynowy pomiędzy śmiercią pokrzywdzonej, która nastąpiła po dość długim czasie od zadania ciosów, a spowodowanymi obrażeniami - uzasadnił sędzia Brazewicz.

59-letnia Grażyna R. przeszła skomplikowaną operację głowy. Zmarła po prawie trzech miesiącach w szpitalu - 5 grudnia 2019 r. Powołanemu już na etapie procesu przed sądem okręgowym biegłemu sądowemu nie udało się ustalić związku przyczynowego między stwierdzonymi obrażeniami a śmiercią kobiety.

Po wystąpieniu przed Sądem Apelacyjnym biegłej apelację z sądu wycofała prokuratura. Jak wyjaśniła Aleksandra Pryputniewicz z Prokuratury Rejonowej w Słupsku, przeprowadzone dowody nie przesądzają bowiem kategorycznie o tym, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między obrażeniami, jakich doznała pokrzywdzona na wskutek pobicia, a jej zgonem: - W tej sytuacji nie możemy przypisać oskarżonemu zabójstwa. Na etapie kierowania aktu oskarżenia sytuacja wyglądała inaczej. Dopiero podczas postępowania sądowego poddano dowody pełnej weryfikacji.

W swoim ostatnim słowie przed sądem apelacyjnym Roman R. wniósł o najniższy wymiar kary: - Chciałbym przeprosić wszystkich, o ile to zrobiłem, bo ja nie pamiętam tego, co się stało. Nic nie pamiętam.

PAP/rz