fot. Jarosław Ryfun
Klubowy trener sprinterki Zbigniew Maksymiuk powiedział, że gdyby igrzyska olimpijskie odbyły się rok temu, medal byłby niemal pewny. Dodał, że celem kobiecej sztafety 4x400 metrów jest teraz wywalczenie brązowego „krążka”.

- Gdyby igrzyska odbyły się zgodnie z planem, czyli w zeszłym roku, medal byłby niemal pewny. Dziewczyny są już wiekowe, zmagają się z drobnymi urazami, które co prawda likwidowane są na bieżąco, ale osłabiają jednak organizm. Mimo to szanse na wywalczenie krążka są wciąż olbrzymie. Liczymy na trzecie miejsce. Złoto jest zarezerwowane dla Amerykanek, one są po prostu nie do pobicia - powiedział Zbigniew Maksymiuk.

Zagrożeniem dla kobiecej sztafety 4x400 metrów będą Jamajki, Holenderki i Brytyjki. - Sztafeta tych ostatnich się raczej rozłożyła - dodał Zbigniew Maksymiuk. Pytany także, czy niezdobycie medalu będzie uznane za porażkę, odpowiedział: - Zajęcie miejsca od drugiego do piątego nie będzie porażką. Sztafety są mocne.

Szkoleniowiec przyznał również, że sportowcy mają trudne warunki w Tokio: - W mediach społecznościowych mogliśmy zauważyć, że trzeba założyć specjalne kapcie, żeby wyjść do toalety. To zabawne, ale trzeba dostosować się do tych zasad. Żeby zrelaksować się, dziewczyny grają w planszówki. Treningi są już kosmetyczne, a po nich pozwalają sobie na mały rekonesans.

Zbigniew Maksymiuk zdementował też pojawiające się w ostatnim czasie plotki o tym, że najbardziej utytułowana sportsmenka w historii Koszalina miałaby zakończyć karierę po igrzyskach olimpijskich: - Małgosia będzie miała po prostu krótki odpoczynek. Dopiero później zastanowimy się, co dalej.

Więcej w poniższej rozmowie.

red./rz

Posłuchaj

rozmowa Radosława Zmudzińskiego ze Zbigniewem Maksymiukiem