fot. prk24.pl
Poseł Prawa i Sprawiedliwości, który w poniedziałek był gościem „Studia Bałtyk” podkreślił, że rząd przez ostatnie miesiące szykował sprzęt i procedury do jesiennego zwiększenia się liczby zakażeń wirusem SARS-CoV-2.

- Przez ostatnie miesiące przygotowywaliśmy się do drugiej fali koronawirusa. Jesteśmy przygotowani lepiej niż kraje od nas zamożniejsze. Na przykład z respiratorów korzysta teraz ok. 300 pacjentów, a Agencja Rezerw Materiałowych ma ich co najmniej 1,5 tys. - zapewnił poseł Prawa i Sprawiedliwości. - Nie chcemy wprowadzać po raz drugi lockdownu. Wiosenny kosztował nas bardzo dużo. Dlatego zdecydowaliśmy się, aby cała Polska była strefą żółtą. Są też samorządy objęte strefą czerwoną, np. Koszalin, powiat słupski, czy powiat międzychodzki w północnej Wielkopolsce. Mam nadzieję, że będziemy przestrzegać obowiązujących w nich zaleceń i nakazów. To dla naszego wspólnego dobra. Tak proste rzeczy, jak noszenie maseczek, unikanie bliskich spotkań, czy częsta dezynfekcja rąk mogą w skali kraju znacznie ograniczyć liczbę nowych zakażeń - dodał.

Zapytany przez Annę Popławską, czy na okres pandemii szkoły nie powinny przejść w tryb nauczania zdalnego, parlamentarzysta odparł: - Przy całym dramacie tego wirusa jedną z nielicznych pociech jest to, że dzieci nie przechodzą go ciężko. Nikt oczywiście nie kontestuje, że mogą być jego przekaźnikami. Można się zastanowić, czy zamknąć szkoły, tyle że wyłączylibyśmy wówczas z rynku pracy kilka milionów osób, które będą musiały zajmować się dziećmi w domach. Mielibyśmy więc częściowy lockdown, czyli wyłączenie gospodarki. To kolejne dziesiątki miliardów złotych, które traciłyby gospodarstwa domowe, firmy i budżet państwa, który musi finansować m.in. służbę zdrowia. Dlatego, póki co, nie decydujemy się na takie rozwiązanie.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

ap/ar

Posłuchaj

rozmowa Anny Popławskiej z Marcinem Porzuckiem