Fot: Łukasz Kowalski/IAR
Ikona polskiego rocka, wieloletnia liderka zespołu Maanam, autorka tekstów piosenek i wierszy spoczęła w kwaterze "K" nieopodal Alei Zasłużonych.

Podczas uroczystości pożegnalnej w Domu Przedpogrzebowym mąż Kory, Kamil Sipowicz, wspominał wiele sytuacji z życia pary. Powiedział, że przez "chorobę przeżyła piekło, ale mimo to robiła wszystko, by pokazać, że chce żyć".

Kamil Sipowicz przywołał ostatnie aktywności gwiazdy rocka - malunki, pielęgnacja ogrodu. "Do samego końca była bardzo aktywna, nie chciała się poddać, chciała żyć, kochała życie i nie bała się śmierci. Powiedziała, że się nie boi śmierci, w pewnym momencie powiedziała: jestem gotowa" - mówił mąż Kory.

Dziennikarz radiowej Trójki Wojciech Mann podkreślił, że Kora była nie tylko wybitną wokalistką, ale także wyjątkowym człowiekiem. Wojciech Mann powiedział, że osoba po raz pierwszy stykająca się z twórczością Kory może uznać, że ma do czynienia z, jak to określił, "fajnym śpiewaniem". Zaznaczył, że za tym śpiewaniem "stała osoba nietuzinkowa, osoba pełna, która wielu rzeczy potrafiła nas nauczyć nie wygłaszając wykładów". - Jako artystka i jako człowiek była diamentem najczystszej wody - dodał Wojciech Mann.

Podczas uroczystości pożegnalnej w Domu Przedpogrzebowym szef muzyczny radiowej Trójki Piotr Metz podkreślił przełomowy charakter twórczości Kory i zespołu "Maanam". Podkreślił, że swoim występem w Opolu w 1980 roku zmieniła muzykę, obyczaje, kulturę. Dodał, że był to wstrząs porównywalny do koncertu Rolling Stones'ów w Sali Kongresowej w 1967 roku lub pierwszych edycji festiwalu w Jarocinie.

Kora Jackowska zmarła 28 lipca po trwającej kilka lat chorobie nowotworowej. Miała 67 lat.

IAR/ez