STUDIO BASKET: AZS Koszalin o krok od pokonania lidera | Źródło: Rafał Wolny, Adam Iwaszkiewicz
Jak równy z równym walczyli Akademicy z Anwilem Włocławek. Czego zabrakło do wygranej - analizujemy z Mirosławem Pieńkowskim. Rozmawiamy także z Pawłem Leończykiem i Kacprem Młynarskim.

Choć w pewnym momencie czwartkowego meczu AZS Koszalin tracił do Anwilu już kilkanaście oczek, straty odrobił, a w trzeciej minucie czwartej kwarty wyszedł nawet na pięciopunktowe prowadzenie. Wówczas jednak w grze Akademików coś się zacięło. Parkiet musiał opuścić walczący za dwóch Szymon Kiwilsza i goście szybko odrobili straty, a następnie wyszli na prowadzenie, ostatecznie zwyciężając 91:80.

- Przydarzyła nam się chwila dekoncentracji, ale ogólnie kontrolowaliśmy wynik przez całe spotkanie - powiedział nam po meczu Paweł Leończyk, skrzydłowy przyjezdnych.

Co zaważyło na porażce koszalinian? Zdaniem Mirosława Pieńkowskiego, który jest głównym gościem naszego magazynu - straty. - Mieliśmy ich po prostu zbyt wiele, a do tego często nie były nawet wymuszone przez rywali - zauważa komentator sportowy Polskiego Radia Koszalin.

W większości jednak to Anwil wymuszał błędy gospodarzy swoją grą. Twarda i zmienna obrona oraz wysoki pressing to było coś, z czym AZS zupełnie sobie nie radził. Zwłaszcza w pierwszej kwarcie. - Trudno powiedzieć, by nas to zaskoczyło, bo byliśmy przygotowani, że włocławianie tak zagrają. Tyle że oni robią to znakomicie i bardzo trudno było dostosować naszą grę do wciąż zmieniającej się defensywy - przyznał tuż po meczu Kacper Młynarski, skrzydłowy Akademików.

Koszaliński zawodnik przyczyn porażki nie próbuje się dopatrywać w postawie arbitrów. - Są, jacy są - nie mnie ich oceniać. Naszą rolą jest grać - komentuje dyplomatycznie dyspozycję sędziów, na której suchej nitki nie zostawili kibice oraz działacze klubu.

O ile często takie oceny są krzywdzące i wydawane pod wpływem emocji, o tyle jednak w środę trudno było nie zauważyć, że panowie z gwizdkami byli wyraźnie nie w formie. Przede wszystkim w ich decyzjach brakowało konsekwencji. - Cóż, polscy sędziowie nie należą do europejskiej czołówki. Nie sądzę jednak, by skrzywdzili Akademików - mylili się raczej w obie strony - uważa Mirosław Pieńkowski. Pracę arbitrów możecie państwo także ocenić sami, gdyż w Studiu Basket prezentujemy kilka sytuacji, w których decyzje sędziowskie wzbudziły najwięcej emocji.

Pozytywny jest na pewno fakt, że w ostatnich spotkaniach AZS Koszalin prezentuje się coraz lepiej. Choć Mirosław Pieńkowski przysłowiowych fajerwerków się nie spodziewa, widzi w tym zwiastun przełomu. - Przede wszystkim liczę, że w końcu zaczniemy grać zespołowo, a nie na zasadzie: „każdy swoje” - zwraca uwagę nasz redakcyjny kolega.

Być może pomoże w tym nowy zawodnik, który pojawił się w zespole. To mogący występować na obu skrzydłach Serb Niloka Malesević. Powinien zadebiutować już we wtorkowym meczu z Polskim Cukrem Toruń. Tymczasem zapraszamy państwa do obejrzenia akcji z meczu z Anwilem Włocławek w najnowszym wydaniu Studia Basket.

rw/ar

Czytaj więcej