fot. pixabay.com
Kobieta w czerwcu ubiegłego roku pojechała z klasą na wycieczkę do parku rozrywki w Darłowie i wróciła bez jednego z uczniów.

Jak doszło do tego fatalnego przeoczenia? Dzieci po skończonej zabawie wyszły z nauczycielką na parking, gdzie czekał na nich autokar. Pedagog policzyła dzieci wchodzące do pojazdu. I wtedy ich liczba się zgadzała. Kobieta nie zauważyła jednak tego, że jeden z uczniów opuścił autokar i pobiegł do toalety. Nauczycielka przed odjazdem nie przeliczyła raz jeszcze dzieci. Wszyscy odjechali, tylko Miłosz został w parku rozrywki. Na parkingu zorientował się, że autokaru już nie ma. Wrócił do parku i o tym, że jego klasa odjechała, powiedział obsłudze obiektu. Ta o pozostawionym chłopcu poinformowała szkołę i rodziców dziecka. Do czasu przyjazdu ojca Miłosza pozostawał on pod opieką pracowników parku.

Po tym incydencie słupska szkoła rozstała się z nauczycielką.
Rodzice zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez nauczycielkę. Jednak umorzono sprawę o narażenie chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - powiedział PRK rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski:

- Prokurator ostatecznie nie stwierdził czynu zabronionego w całym zdarzeniu. W związku z tym, że nie pojawiło się realne zagrożenie życia lub zdrowia ucznia. Prokurator zdecydował się umorzyć postępowanie.

Postanowienie nie jest prawomocne, rodzice mają prawo złożenia zażalenia w tej sprawie.


Redakcja/mm/ar/ds

Czytaj więcej