fot. Krzysztof Klinkosz
Anna Mieczkowska idzie w sukurs inicjatywom politycznych kolegów z Warszawy w kwestiach obyczajowych. Niedawno zapowiadała, że wprowadzi, wzorowaną na stolicy, deklarację na rzecz LGB+. Dziś temu zaprzecza, ale podtrzymuje deklarację, że powoła pełnomocnika ds. dyskryminacji. Część kołobrzeskich radnych uważa, że tworzenie takiego stanowiska nie ma sensu.

Przypomnijmy, że deklarację na rzecz społeczności osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualistów podpisał w lutym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. W dokumencie zobowiązał się między innymi do wspierania działań na rzecz edukacji seksualnej zgodnej z budzącymi ogromne kontrowersje standardami Światowej Organizacji Zdrowia. Podpisanie deklaracji podzieliło polityków zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym.

Wprowadzenie podobnego dokumentu w Kołobrzegu Anna Mieczkowska zapowiadała w wywiadzie w szczecińskim wydaniu Gazety Wyborczej. „W najbliższym czasie planuję powołanie pełnomocnika, który mógłby zająć się właśnie przeciwdziałaniem dyskryminacji” - deklarowała w wywiadzie. - „Rozmawiam też z marszałkiem województwa o podpisaniu przez Kołobrzeg Europejskiej Karty Różnorodności”.

Tymczasem dziś, wbrew wcześniejszym medialnym deklaracjom, zapewnia, że nie zamierza, wzorem władz Warszawy, podpisywać dokumentów w sprawie LGBT+.

- Poparłam pana prezydenta Trzaskowskiego, bo takie były potrzeby mieszkańców Warszawy, nie deklarowałam jednak, że taką deklarację podpiszemy w Kołobrzegu - twierdzi Anna Mieczkowska. Nadal jednak obstaje przy swoim pomyśle powołania pełnomocnika ds. dyskryminacji. - W planach - i to w niedługiej perspektywie - mam powołanie pełnomocnika do spraw równego traktowania. To osoba, która zajmie się problemami związanymi z dyskryminacją i przeciwdziałaniu jej - dodaje.

Te deklaracje natrafiły na opór radnych opozycji. Karolina Szarłata-Woźniak z Obywatelskiego Kołobrzegu Jacka Woźniaka wskazuje wprost: - Społeczność LGBT+ w Kołobrzegu jest otoczona szacunkiem, a problem jest sztucznie nadmuchany i robiony pod kampanię wyborczą, którą Platforma Obywatelska rozpoczyna przeciwko Wiośnie Biedronia.

Podobnie jej kolega klubowy Kamil Barwinek, który przekonuje, że powoływanie pełnomocnika jest pozbawione sensu: - To rada powinna wypowiedzieć się, czy jest sens powoływania takiego pełnomocnika. Moim zdaniem nie, bo będzie to kolejny niepotrzebny etat za parę tysięcy brutto. Idąc tym tokiem myślenia, wkrótce będą pełnomocnicy ds. kobiet i ds. mężczyzn. Zmierzamy w kierunku absurdu.

Izabela Zielińska (z tego samego klubu radnych), twierdzi, że sama by poparła Mieczkowską w sprawie LBGT+, ale uważa, że decydować o tym powinni radni, a nie prezydent miasta: - Każdy radny powinien mieć szansę podjąć taką decyzję zgodnie ze swoim sumieniem.

- Wychowanie seksualne to sprawa rodziców, a ideologia powinna być poza szkołą - podkreśla Maciej Bejnarowicz, szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości. Jego kolega klubowy Bartosz Bieńkowski uważa zaś, że to próba pozyskania wyborców ze środowiska LGBT+. - Politycy Platformy Obywatelskiej kopiują dosłownie te wszystkie dziwne, warszawskie naleciałości i przenoszą je do Kołobrzegu - kwituje.

Radni PO, czyli polityczne zaplecze pani prezydent w miejskim samorządzie deklarują, że popierają zamierzenia swojej liderki, ale unikali wypowiedzi na ten temat.

Jarosław Banaś

Posłuchaj

Prezydent kurortu chce powołać pełnomocnika ds. dyskryminacji - materiał Jarosława Banasia