fot. Krzysztof Klinkosz
Pięć kilometrów mieli do pokonania uczestnicy Biegu Trzech Króli, który rozegrany został w niedzielę w Jamnie. Uczestników nie odstraszyła nawet minusowa temperatura.

Najszybszy na trasie było Mariusz Borychowski z podsłupskiej Kobylnicy, który zadowolony był z pobicia swojego rekordu życiowego na tym dystansie: - Dzisiaj cieszę się bardzo, bo wyniki rewelacyjne. Nie jest za zimno na bieganie. Tutaj biegają młodzi zawodnicy. Musiałem uciekać i robiłem to od samego startu, całe 5 kilometrów przebiegłem sam. Ja mam 47 lat, czuję się świetnie, wygrywam biegi – czego można chcieć więcej w życiu? Trzeba się ruszać, do czego wszystkich zachęcam.

Zwycięzca pokonał trasę w Jamnie w czasie 16 minut i 19 sekund. Dla wielu biegaczy uczestnictwo w niedzielnej rywalizacji to dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu. - To jest moje hobby, nie wyobrażam sobie innego sposobu spędzania wolnego czasu. Zaczęłam biegać 5 lat temu, wciągnęłam w to męża i teraz nie wyobrażamy sobie weekendu bez zawodów, bez biegania. Jest to sposób na życie. Jest zabawa, jest dbanie o zdrowie, są przekazywane wartości prozdrowotne dla dzieci. Jest to coś, co możemy robić razem. Nie robimy tego dla jakiś świetnych wyników, tylko dla siebie i dla miłego spędzenia czasu - mówią uczestnicy biegu.

Łącznie w Biegu Trzech Króli wystartowało 201 osób. Bieg jest częścią Jamneńskiego Touru Biegowego, którego zakończenie stanowił będzie lutowy Bieg Walentynkowy.

kk/aj

fot. Krzysztof Klinkosz
fot. Krzysztof Klinkosz
fot. Krzysztof Klinkosz

Posłuchaj

Mariusz Borychowski, zwycięzca biegu
uczestnicy biegu